Ja wiem, że są wakacje. Ja wiem, że mało czasu na cokolwiek. Ja to wszystko wiem. Jednak ja w te wakacje znajduję dla Was czas i piszę. Układ więc jest taki: nie będzie rozdziału, jak nie będzie trzech komentarzy. Nie wymagam od Was wiele, bo czytałam już blogi na których było mówione, że ma być ich dziesięć lub dwanaście. Ja chcę trzech. Jak ich nie będzie, to rozdział i tak będzie dodany, ale po dłuuuuugiej przerwie, nawet, jeślu będzie już napisane. To tyle kochani ;*
Pozdrawiam Was
A gdyby ktoś miał wybierać między twoim światem, a czyimś? A gdyby miał zniszczyć ten gorszy? A gdybyś tylko TY i zupełnie nieznany ci człowiek mógł uratować oba światy?
środa, 14 sierpnia 2013
UWAGA, UWAGA!!
środa, 7 sierpnia 2013
ROZDZIAŁ 14
Vokuel szedł powoli za tajemniczą dziewczyną i bratem, trzymając się od nich na odległość co najmniej dziesięciu kroków. Nie chciał słuchać o czym rozmawiają, do szczęścia wystarczał mu widok kolebiących się bioder przewodniczki. Sam szedł wolno, przeskakując nad wystającymi korzeniami starych drzew.
Ślicznotka odwracała się co jakiś czas, aby sprawdzić czy Vokuel nadal za nimi idzie. Zawsze gdy to robiła zakładał ręce na piersi i posyłał jej całusa wraz z wrednym uśmieszkiem, na co ona przewracała oczami z pięknym uśmiechem i obracała się znów do Kaspiana, aby zająć go swoją paplaniną.
-Daleko jeszcze?- warknął cicho Vokuel patrząc na otumanionego brata z pode łba.
-Och, panowie, jeszcze tylko trochę- zaśmiała się i obróciła tak, aby móc spojrzeć na pytającego.
-Oby- jęknął i przeskoczył nad jednym z większych korzeni.
Szliby dalej w milczeniu, gdyby ona ciągle nie gadała Kaspianowi o czymś tak mało ważnym, że Vokuel postanowił to ignorować. Nagle młoda piękność zatrzymała się i poczekała aż powolny chłopak do nich dołączy. Stanęła między nimi i spojrzała z kpiną na ich szeroko otwarte oczy i usta.
Stali na wysokiej skarpie, a pod nimi rozciągał się wielohektarowy płat ziemi otoczony rwącą rzeką. Rozłożone tam były dziesiątki tysięcy namiotów jeżeli nie więcej.
-To... jest Obóz?- westchnął cicho Kaspian patrząc w dół.
-Tak, panowie. TO jest Obóz. Cel naszej krótkiej podróży- powiedziała melodyjnie z jednym z piękniejszych uśmiechów na ustach.
-Nie najgorzej.- Vokuel szybko się pozbierał i zsunął się powolutku po stromym, wilgotnym zboczu.
Zjeżdżał wolno, hamując lewą nogą, aby nie upaść na twarz. Słyszał jak za nim ostrożnie zbiega jego brat i dziewczyna dla której ów chłopak stracił głowę. Vokuel szybko znalazł się na brzegu rzeki płosząc kobietę o dziwnym kolorze włosów. Nie zauważył nawet szczegółów jej twarzy. Ani koloru oczu, ani kształtu jej twarzy. Tylko te dziwne, czerwone włosy. Panna, która ich prowadziła miała ciemne włosy, które i tak były niespotykane w tej części świata, ale te czerwone jak krew... nigdy takich nie widział. Nigdy. Ciemnowłose co jakiś czas widywał, wzbudzały jego zainteresowanie, ale nie dziwiły. Ale ta...
-Zaczekaj!- zawołał podbiegając jeszcze bliżej szybko rwącej wody.
Jej płomienne włosy mignęły mu między trzcinami obrastającymi brzeg. Ruszył za nią szybko, przede wszystkim dlatego, że chciał zobaczyć twarz tej kobiety. Przeskoczył nad wąskim wąwozem i... poczuł jak spada. Po prostu poczuł jak leci, po czym wpada rozpędzony do wody. Czuł zimno wlewające się w jego płuca i ciemność ogarniającą jego oczy. Zamachał rękoma i otworzył oczy. Siedział na brzegu, w śród trzcin. Spazmatycznie łapał powietrze i wytrzeszczał oczy. Koło niego kucał Kaspian. W oczach brata Vokuel dostrzegł przerażenie i troskę.
-Nic mu nie będzie.- Zbagatelizowała sytuację ciemnowłosa dziewczyna stojąca tuż obok nich. Wbijała mu w ramię paznokcie, a gdy to sobie uświadomił, syknął cicho. Ślicznotka natychmiast odsunęła się od niego zaalarmowana jego jęknięciem. Vokuel rozejrzał się. Był suchy. Jego ubrania takie były, twarz, a nawet włosy.
-Co się stało?- zapytał łamiącym się głosem
-Ktoś mało przychylny obcym, potraktował cię bardzo silnym zaklęciem głębokiej wody.- odpowiedziała dziewczyna pochylając się nad nim i jego bratem.
-Mało przychylny?- warknął Vokuel - ściągasz nas tu i mówisz dopiero teraz, że są tu mało przychylne nam osoby? Nie można było wcześniej?!- chłopak był zły, a nawet wściekły. On mógł zginąć jeszcze zanim by wlazł do tego zasranego Obozu. O tym nie było mowy.
-Och, to nie tak, jak myślisz...- zaczęła się chaotycznie tłumaczyć dziewczyna.
-Siedź cicho- warknął chłopak, wstając gwałtownie. Kaspian słysząc to, syknął cicho oburzony tym, jak jego brat odnosi się do kobiety. -Jeśli to się powtórzy, to więcej nas tu nie zobaczysz, jasne?!- wywrzeszczał do niej. Nie wydawała się przestraszona jego wybuchem, tak, jak większość podobnych jej dziewcząt. Stała wyprostowana i patrzyła na niego z ognikami buntu w oczach.
-Nie szczekaj.- odpowiedziała mu, raniąc jego męskie ego -To, że jesteś na tyle głupi, żeby dać rzucić na siebie tak prosty czar, to nie moja wina, ani innych Obozowiczów. Wydajesz się być dużym chłopcem, więc zatroszcz się o siebie.- Odwróciła się na pięcie i zaczęła się wspinać na górę stromego brzegu rzeki. Kaspian tylko popatrzył wymownie na brata i pobiegł za dziewczyną. Vokuel odetchnął głęboko i rozejrzał się dookoła. Mimo tej całej historii pamiętał, dlaczego się tu znalazł. Pamiętał ognistowłosą dziewczynę skaczącą zwinnie wśród nadrzecznych kniei. Przyjrzał się linii brzegu jeszcze raz, jednak nie zdołał jej nigdzie wypatrzeć.
-Jeszcze cię znajdę- wyszeptał cicho, obracając się. Ruszył szybko za swoimi towarzyszami.
Nie wiedział, że aż po horyzont odprowadziły go błękitne oczy przysłonięte czerwonymi włosami. Nie zauważył smukłej sylwetki, której właścicielka taksowała całe jego ciało, każdy mięsień, który napinał się, gdy ten wstawał. Nie dostrzegł uśmiechu przywołanego na blade usta, gdy istota dosłyszała jego obietnicę. Nie spostrzegł ogromnej ciekawości w jej oczach.
Ślicznotka odwracała się co jakiś czas, aby sprawdzić czy Vokuel nadal za nimi idzie. Zawsze gdy to robiła zakładał ręce na piersi i posyłał jej całusa wraz z wrednym uśmieszkiem, na co ona przewracała oczami z pięknym uśmiechem i obracała się znów do Kaspiana, aby zająć go swoją paplaniną.
-Daleko jeszcze?- warknął cicho Vokuel patrząc na otumanionego brata z pode łba.
-Och, panowie, jeszcze tylko trochę- zaśmiała się i obróciła tak, aby móc spojrzeć na pytającego.
-Oby- jęknął i przeskoczył nad jednym z większych korzeni.
Szliby dalej w milczeniu, gdyby ona ciągle nie gadała Kaspianowi o czymś tak mało ważnym, że Vokuel postanowił to ignorować. Nagle młoda piękność zatrzymała się i poczekała aż powolny chłopak do nich dołączy. Stanęła między nimi i spojrzała z kpiną na ich szeroko otwarte oczy i usta.
Stali na wysokiej skarpie, a pod nimi rozciągał się wielohektarowy płat ziemi otoczony rwącą rzeką. Rozłożone tam były dziesiątki tysięcy namiotów jeżeli nie więcej.
-To... jest Obóz?- westchnął cicho Kaspian patrząc w dół.
-Tak, panowie. TO jest Obóz. Cel naszej krótkiej podróży- powiedziała melodyjnie z jednym z piękniejszych uśmiechów na ustach.
-Nie najgorzej.- Vokuel szybko się pozbierał i zsunął się powolutku po stromym, wilgotnym zboczu.
Zjeżdżał wolno, hamując lewą nogą, aby nie upaść na twarz. Słyszał jak za nim ostrożnie zbiega jego brat i dziewczyna dla której ów chłopak stracił głowę. Vokuel szybko znalazł się na brzegu rzeki płosząc kobietę o dziwnym kolorze włosów. Nie zauważył nawet szczegółów jej twarzy. Ani koloru oczu, ani kształtu jej twarzy. Tylko te dziwne, czerwone włosy. Panna, która ich prowadziła miała ciemne włosy, które i tak były niespotykane w tej części świata, ale te czerwone jak krew... nigdy takich nie widział. Nigdy. Ciemnowłose co jakiś czas widywał, wzbudzały jego zainteresowanie, ale nie dziwiły. Ale ta...
-Zaczekaj!- zawołał podbiegając jeszcze bliżej szybko rwącej wody.
Jej płomienne włosy mignęły mu między trzcinami obrastającymi brzeg. Ruszył za nią szybko, przede wszystkim dlatego, że chciał zobaczyć twarz tej kobiety. Przeskoczył nad wąskim wąwozem i... poczuł jak spada. Po prostu poczuł jak leci, po czym wpada rozpędzony do wody. Czuł zimno wlewające się w jego płuca i ciemność ogarniającą jego oczy. Zamachał rękoma i otworzył oczy. Siedział na brzegu, w śród trzcin. Spazmatycznie łapał powietrze i wytrzeszczał oczy. Koło niego kucał Kaspian. W oczach brata Vokuel dostrzegł przerażenie i troskę.
-Nic mu nie będzie.- Zbagatelizowała sytuację ciemnowłosa dziewczyna stojąca tuż obok nich. Wbijała mu w ramię paznokcie, a gdy to sobie uświadomił, syknął cicho. Ślicznotka natychmiast odsunęła się od niego zaalarmowana jego jęknięciem. Vokuel rozejrzał się. Był suchy. Jego ubrania takie były, twarz, a nawet włosy.
-Co się stało?- zapytał łamiącym się głosem
-Ktoś mało przychylny obcym, potraktował cię bardzo silnym zaklęciem głębokiej wody.- odpowiedziała dziewczyna pochylając się nad nim i jego bratem.
-Mało przychylny?- warknął Vokuel - ściągasz nas tu i mówisz dopiero teraz, że są tu mało przychylne nam osoby? Nie można było wcześniej?!- chłopak był zły, a nawet wściekły. On mógł zginąć jeszcze zanim by wlazł do tego zasranego Obozu. O tym nie było mowy.
-Och, to nie tak, jak myślisz...- zaczęła się chaotycznie tłumaczyć dziewczyna.
-Siedź cicho- warknął chłopak, wstając gwałtownie. Kaspian słysząc to, syknął cicho oburzony tym, jak jego brat odnosi się do kobiety. -Jeśli to się powtórzy, to więcej nas tu nie zobaczysz, jasne?!- wywrzeszczał do niej. Nie wydawała się przestraszona jego wybuchem, tak, jak większość podobnych jej dziewcząt. Stała wyprostowana i patrzyła na niego z ognikami buntu w oczach.
-Nie szczekaj.- odpowiedziała mu, raniąc jego męskie ego -To, że jesteś na tyle głupi, żeby dać rzucić na siebie tak prosty czar, to nie moja wina, ani innych Obozowiczów. Wydajesz się być dużym chłopcem, więc zatroszcz się o siebie.- Odwróciła się na pięcie i zaczęła się wspinać na górę stromego brzegu rzeki. Kaspian tylko popatrzył wymownie na brata i pobiegł za dziewczyną. Vokuel odetchnął głęboko i rozejrzał się dookoła. Mimo tej całej historii pamiętał, dlaczego się tu znalazł. Pamiętał ognistowłosą dziewczynę skaczącą zwinnie wśród nadrzecznych kniei. Przyjrzał się linii brzegu jeszcze raz, jednak nie zdołał jej nigdzie wypatrzeć.
-Jeszcze cię znajdę- wyszeptał cicho, obracając się. Ruszył szybko za swoimi towarzyszami.
Nie wiedział, że aż po horyzont odprowadziły go błękitne oczy przysłonięte czerwonymi włosami. Nie zauważył smukłej sylwetki, której właścicielka taksowała całe jego ciało, każdy mięsień, który napinał się, gdy ten wstawał. Nie dostrzegł uśmiechu przywołanego na blade usta, gdy istota dosłyszała jego obietnicę. Nie spostrzegł ogromnej ciekawości w jej oczach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)