Słowo “zawieszenie“ samo ciśnie się na usta, tak jak i na klawiaturę. Co mam mówić? Zawieszam i tyle. Może kiedyś wznowię, może sobie odpuszczę. ZOBACZYMY. Na razie się z Wami żegnam.
A gdyby ktoś miał wybierać między twoim światem, a czyimś? A gdyby miał zniszczyć ten gorszy? A gdybyś tylko TY i zupełnie nieznany ci człowiek mógł uratować oba światy?
środa, 2 października 2013
środa, 14 sierpnia 2013
UWAGA, UWAGA!!
Ja wiem, że są wakacje. Ja wiem, że mało czasu na cokolwiek. Ja to wszystko wiem. Jednak ja w te wakacje znajduję dla Was czas i piszę. Układ więc jest taki: nie będzie rozdziału, jak nie będzie trzech komentarzy. Nie wymagam od Was wiele, bo czytałam już blogi na których było mówione, że ma być ich dziesięć lub dwanaście. Ja chcę trzech. Jak ich nie będzie, to rozdział i tak będzie dodany, ale po dłuuuuugiej przerwie, nawet, jeślu będzie już napisane. To tyle kochani ;*
Pozdrawiam Was
środa, 7 sierpnia 2013
ROZDZIAŁ 14
Vokuel szedł powoli za tajemniczą dziewczyną i bratem, trzymając się od nich na odległość co najmniej dziesięciu kroków. Nie chciał słuchać o czym rozmawiają, do szczęścia wystarczał mu widok kolebiących się bioder przewodniczki. Sam szedł wolno, przeskakując nad wystającymi korzeniami starych drzew.
Ślicznotka odwracała się co jakiś czas, aby sprawdzić czy Vokuel nadal za nimi idzie. Zawsze gdy to robiła zakładał ręce na piersi i posyłał jej całusa wraz z wrednym uśmieszkiem, na co ona przewracała oczami z pięknym uśmiechem i obracała się znów do Kaspiana, aby zająć go swoją paplaniną.
-Daleko jeszcze?- warknął cicho Vokuel patrząc na otumanionego brata z pode łba.
-Och, panowie, jeszcze tylko trochę- zaśmiała się i obróciła tak, aby móc spojrzeć na pytającego.
-Oby- jęknął i przeskoczył nad jednym z większych korzeni.
Szliby dalej w milczeniu, gdyby ona ciągle nie gadała Kaspianowi o czymś tak mało ważnym, że Vokuel postanowił to ignorować. Nagle młoda piękność zatrzymała się i poczekała aż powolny chłopak do nich dołączy. Stanęła między nimi i spojrzała z kpiną na ich szeroko otwarte oczy i usta.
Stali na wysokiej skarpie, a pod nimi rozciągał się wielohektarowy płat ziemi otoczony rwącą rzeką. Rozłożone tam były dziesiątki tysięcy namiotów jeżeli nie więcej.
-To... jest Obóz?- westchnął cicho Kaspian patrząc w dół.
-Tak, panowie. TO jest Obóz. Cel naszej krótkiej podróży- powiedziała melodyjnie z jednym z piękniejszych uśmiechów na ustach.
-Nie najgorzej.- Vokuel szybko się pozbierał i zsunął się powolutku po stromym, wilgotnym zboczu.
Zjeżdżał wolno, hamując lewą nogą, aby nie upaść na twarz. Słyszał jak za nim ostrożnie zbiega jego brat i dziewczyna dla której ów chłopak stracił głowę. Vokuel szybko znalazł się na brzegu rzeki płosząc kobietę o dziwnym kolorze włosów. Nie zauważył nawet szczegółów jej twarzy. Ani koloru oczu, ani kształtu jej twarzy. Tylko te dziwne, czerwone włosy. Panna, która ich prowadziła miała ciemne włosy, które i tak były niespotykane w tej części świata, ale te czerwone jak krew... nigdy takich nie widział. Nigdy. Ciemnowłose co jakiś czas widywał, wzbudzały jego zainteresowanie, ale nie dziwiły. Ale ta...
-Zaczekaj!- zawołał podbiegając jeszcze bliżej szybko rwącej wody.
Jej płomienne włosy mignęły mu między trzcinami obrastającymi brzeg. Ruszył za nią szybko, przede wszystkim dlatego, że chciał zobaczyć twarz tej kobiety. Przeskoczył nad wąskim wąwozem i... poczuł jak spada. Po prostu poczuł jak leci, po czym wpada rozpędzony do wody. Czuł zimno wlewające się w jego płuca i ciemność ogarniającą jego oczy. Zamachał rękoma i otworzył oczy. Siedział na brzegu, w śród trzcin. Spazmatycznie łapał powietrze i wytrzeszczał oczy. Koło niego kucał Kaspian. W oczach brata Vokuel dostrzegł przerażenie i troskę.
-Nic mu nie będzie.- Zbagatelizowała sytuację ciemnowłosa dziewczyna stojąca tuż obok nich. Wbijała mu w ramię paznokcie, a gdy to sobie uświadomił, syknął cicho. Ślicznotka natychmiast odsunęła się od niego zaalarmowana jego jęknięciem. Vokuel rozejrzał się. Był suchy. Jego ubrania takie były, twarz, a nawet włosy.
-Co się stało?- zapytał łamiącym się głosem
-Ktoś mało przychylny obcym, potraktował cię bardzo silnym zaklęciem głębokiej wody.- odpowiedziała dziewczyna pochylając się nad nim i jego bratem.
-Mało przychylny?- warknął Vokuel - ściągasz nas tu i mówisz dopiero teraz, że są tu mało przychylne nam osoby? Nie można było wcześniej?!- chłopak był zły, a nawet wściekły. On mógł zginąć jeszcze zanim by wlazł do tego zasranego Obozu. O tym nie było mowy.
-Och, to nie tak, jak myślisz...- zaczęła się chaotycznie tłumaczyć dziewczyna.
-Siedź cicho- warknął chłopak, wstając gwałtownie. Kaspian słysząc to, syknął cicho oburzony tym, jak jego brat odnosi się do kobiety. -Jeśli to się powtórzy, to więcej nas tu nie zobaczysz, jasne?!- wywrzeszczał do niej. Nie wydawała się przestraszona jego wybuchem, tak, jak większość podobnych jej dziewcząt. Stała wyprostowana i patrzyła na niego z ognikami buntu w oczach.
-Nie szczekaj.- odpowiedziała mu, raniąc jego męskie ego -To, że jesteś na tyle głupi, żeby dać rzucić na siebie tak prosty czar, to nie moja wina, ani innych Obozowiczów. Wydajesz się być dużym chłopcem, więc zatroszcz się o siebie.- Odwróciła się na pięcie i zaczęła się wspinać na górę stromego brzegu rzeki. Kaspian tylko popatrzył wymownie na brata i pobiegł za dziewczyną. Vokuel odetchnął głęboko i rozejrzał się dookoła. Mimo tej całej historii pamiętał, dlaczego się tu znalazł. Pamiętał ognistowłosą dziewczynę skaczącą zwinnie wśród nadrzecznych kniei. Przyjrzał się linii brzegu jeszcze raz, jednak nie zdołał jej nigdzie wypatrzeć.
-Jeszcze cię znajdę- wyszeptał cicho, obracając się. Ruszył szybko za swoimi towarzyszami.
Nie wiedział, że aż po horyzont odprowadziły go błękitne oczy przysłonięte czerwonymi włosami. Nie zauważył smukłej sylwetki, której właścicielka taksowała całe jego ciało, każdy mięsień, który napinał się, gdy ten wstawał. Nie dostrzegł uśmiechu przywołanego na blade usta, gdy istota dosłyszała jego obietnicę. Nie spostrzegł ogromnej ciekawości w jej oczach.
Ślicznotka odwracała się co jakiś czas, aby sprawdzić czy Vokuel nadal za nimi idzie. Zawsze gdy to robiła zakładał ręce na piersi i posyłał jej całusa wraz z wrednym uśmieszkiem, na co ona przewracała oczami z pięknym uśmiechem i obracała się znów do Kaspiana, aby zająć go swoją paplaniną.
-Daleko jeszcze?- warknął cicho Vokuel patrząc na otumanionego brata z pode łba.
-Och, panowie, jeszcze tylko trochę- zaśmiała się i obróciła tak, aby móc spojrzeć na pytającego.
-Oby- jęknął i przeskoczył nad jednym z większych korzeni.
Szliby dalej w milczeniu, gdyby ona ciągle nie gadała Kaspianowi o czymś tak mało ważnym, że Vokuel postanowił to ignorować. Nagle młoda piękność zatrzymała się i poczekała aż powolny chłopak do nich dołączy. Stanęła między nimi i spojrzała z kpiną na ich szeroko otwarte oczy i usta.
Stali na wysokiej skarpie, a pod nimi rozciągał się wielohektarowy płat ziemi otoczony rwącą rzeką. Rozłożone tam były dziesiątki tysięcy namiotów jeżeli nie więcej.
-To... jest Obóz?- westchnął cicho Kaspian patrząc w dół.
-Tak, panowie. TO jest Obóz. Cel naszej krótkiej podróży- powiedziała melodyjnie z jednym z piękniejszych uśmiechów na ustach.
-Nie najgorzej.- Vokuel szybko się pozbierał i zsunął się powolutku po stromym, wilgotnym zboczu.
Zjeżdżał wolno, hamując lewą nogą, aby nie upaść na twarz. Słyszał jak za nim ostrożnie zbiega jego brat i dziewczyna dla której ów chłopak stracił głowę. Vokuel szybko znalazł się na brzegu rzeki płosząc kobietę o dziwnym kolorze włosów. Nie zauważył nawet szczegółów jej twarzy. Ani koloru oczu, ani kształtu jej twarzy. Tylko te dziwne, czerwone włosy. Panna, która ich prowadziła miała ciemne włosy, które i tak były niespotykane w tej części świata, ale te czerwone jak krew... nigdy takich nie widział. Nigdy. Ciemnowłose co jakiś czas widywał, wzbudzały jego zainteresowanie, ale nie dziwiły. Ale ta...
-Zaczekaj!- zawołał podbiegając jeszcze bliżej szybko rwącej wody.
Jej płomienne włosy mignęły mu między trzcinami obrastającymi brzeg. Ruszył za nią szybko, przede wszystkim dlatego, że chciał zobaczyć twarz tej kobiety. Przeskoczył nad wąskim wąwozem i... poczuł jak spada. Po prostu poczuł jak leci, po czym wpada rozpędzony do wody. Czuł zimno wlewające się w jego płuca i ciemność ogarniającą jego oczy. Zamachał rękoma i otworzył oczy. Siedział na brzegu, w śród trzcin. Spazmatycznie łapał powietrze i wytrzeszczał oczy. Koło niego kucał Kaspian. W oczach brata Vokuel dostrzegł przerażenie i troskę.
-Nic mu nie będzie.- Zbagatelizowała sytuację ciemnowłosa dziewczyna stojąca tuż obok nich. Wbijała mu w ramię paznokcie, a gdy to sobie uświadomił, syknął cicho. Ślicznotka natychmiast odsunęła się od niego zaalarmowana jego jęknięciem. Vokuel rozejrzał się. Był suchy. Jego ubrania takie były, twarz, a nawet włosy.
-Co się stało?- zapytał łamiącym się głosem
-Ktoś mało przychylny obcym, potraktował cię bardzo silnym zaklęciem głębokiej wody.- odpowiedziała dziewczyna pochylając się nad nim i jego bratem.
-Mało przychylny?- warknął Vokuel - ściągasz nas tu i mówisz dopiero teraz, że są tu mało przychylne nam osoby? Nie można było wcześniej?!- chłopak był zły, a nawet wściekły. On mógł zginąć jeszcze zanim by wlazł do tego zasranego Obozu. O tym nie było mowy.
-Och, to nie tak, jak myślisz...- zaczęła się chaotycznie tłumaczyć dziewczyna.
-Siedź cicho- warknął chłopak, wstając gwałtownie. Kaspian słysząc to, syknął cicho oburzony tym, jak jego brat odnosi się do kobiety. -Jeśli to się powtórzy, to więcej nas tu nie zobaczysz, jasne?!- wywrzeszczał do niej. Nie wydawała się przestraszona jego wybuchem, tak, jak większość podobnych jej dziewcząt. Stała wyprostowana i patrzyła na niego z ognikami buntu w oczach.
-Nie szczekaj.- odpowiedziała mu, raniąc jego męskie ego -To, że jesteś na tyle głupi, żeby dać rzucić na siebie tak prosty czar, to nie moja wina, ani innych Obozowiczów. Wydajesz się być dużym chłopcem, więc zatroszcz się o siebie.- Odwróciła się na pięcie i zaczęła się wspinać na górę stromego brzegu rzeki. Kaspian tylko popatrzył wymownie na brata i pobiegł za dziewczyną. Vokuel odetchnął głęboko i rozejrzał się dookoła. Mimo tej całej historii pamiętał, dlaczego się tu znalazł. Pamiętał ognistowłosą dziewczynę skaczącą zwinnie wśród nadrzecznych kniei. Przyjrzał się linii brzegu jeszcze raz, jednak nie zdołał jej nigdzie wypatrzeć.
-Jeszcze cię znajdę- wyszeptał cicho, obracając się. Ruszył szybko za swoimi towarzyszami.
Nie wiedział, że aż po horyzont odprowadziły go błękitne oczy przysłonięte czerwonymi włosami. Nie zauważył smukłej sylwetki, której właścicielka taksowała całe jego ciało, każdy mięsień, który napinał się, gdy ten wstawał. Nie dostrzegł uśmiechu przywołanego na blade usta, gdy istota dosłyszała jego obietnicę. Nie spostrzegł ogromnej ciekawości w jej oczach.
sobota, 27 lipca 2013
ROZDZIAŁ 13
Tastina, mimo że dużo młodsza, ledwo nadążała za Heso, który zwinnie przeskakiwał nad wystającymi konarami. Co prawda ona nie poślizgnęła się ani razu, ale nie poruszała się tak prędko jak zawsze. To dziwne, bo pod wpływem stresu powinna biec szybciej, a nie zwalniać na każdym zakręcie. Gdy zobaczyła już jaskinię, w której mieszkała, znacznie rozwinęła prędkość prześcigając wuja. Wpadła tam pierwsza, ledwo hamując przed stołem, który zwykle tam nie stał. No tak, to ona go przesunęła wcześniej w chwili złości.
-Onel?!- zawołała już w wejściu, szukając wzrokiem młodego mężczyzny
-Tastina?- westchnął z ulgą -Tastina z Miriam jest coś nie tak...- wyszeptał pokazując na dziewczynę z długimi, ciemnymi włosami. Siedziała tyłem, rozglądając się dookoła. Kiedy Tastina powoli podchodziła do Miriam, do domu wbiegł Heso, nawet nie zadyszany.
Miriam patrzyła matowymi, nic nierozumiejącymi oczami, ślizgając się wzrokiem po wszystkim dookoła.
-Ona nic nie pamięta.- wyszeptał cicho Onel.
Starszy mężczyzna syknął cicho i podbiegł do dziewczyny.
-Córko! Wszystko dobrze?- zawołał Heso ku zdumieniu wszystkich.
-Jesteś moim ojcem?- zapytała Miriam sztywno, niewyraźnie.
Tastina i Onel spojrzeli na siebie z szeroko otwartymi oczami. Heso NIGDY nie zwrócił się do Miriam; córko, nigdy nie miał sposobności. A teraz nagle taki wylew uczuć? Onel uśmiechnął się nieświadomie widząc tą ojcowską miłość, jednak Tastina zmrużyła oczy. Za dobrze znała Heso,wiedziała, że to nie są wielkie uczucia żywione do córki. Wiedziała, że gdzieś tam w środku, jest chłodny zimny plan, w którym widocznie jest to potrzebne. 'To' znaczy, że Miriam będzie kochała ojca, wiedziała, że jest im Heso. Nie będzie pamiętała swojej przybranej rodziny. Jakież to wygodne, jakiż wspaniały zbieg okoliczności noszący za sobą same korzyści. Ale Tastina nie wierzyła w zbieg okoliczności, nie w tym wypadku.
-Tak, jestem twoim ojcem.- wyszeptał -Czy mnie nie pamiętasz? Pokłóciliśmy się i wybiegłaś, potykając się i przewracając. Chyba się w coś uderzyłaś, moja miła.- mówiąc to gładził czułym gestem jej ciemne włosy.
-Pamiętam kłótnie.- wyznała patrząc wielkim oczami- Ale nic więcej.
-Trudno, córko.-westchnął cicho - Z czasem wszystko wróci, z czasem wymazane karty twojej przeszłości znów pokryją się schludnym pismem, które wyblakło. Nie martw się, Miriam.
-Miriam- wyszeptała dziewczyna chwytając się za głowę -Takie moje imię?
-Tak, córko. A teraz wstań, długo byłaś nieprzytomna. Wstań i przygotuj się do podróży.
-Jakiej podróży?
-Nie ważne- jęknął -Słuchaj ojca, moje kochanie.
-Dobrze, ojcze.
Tastina syknęła z oburzenia. Nawet jeżeli był to przypadek, Heso wykorzystywał sytuację. Zmarszczyła brwi i wyszła trzaskając drzwiami. Ludzie potrafią być okrutni- pomyślała ze łzami bezsilności w oczach.
-Onel?!- zawołała już w wejściu, szukając wzrokiem młodego mężczyzny
-Tastina?- westchnął z ulgą -Tastina z Miriam jest coś nie tak...- wyszeptał pokazując na dziewczynę z długimi, ciemnymi włosami. Siedziała tyłem, rozglądając się dookoła. Kiedy Tastina powoli podchodziła do Miriam, do domu wbiegł Heso, nawet nie zadyszany.
Miriam patrzyła matowymi, nic nierozumiejącymi oczami, ślizgając się wzrokiem po wszystkim dookoła.
-Ona nic nie pamięta.- wyszeptał cicho Onel.
Starszy mężczyzna syknął cicho i podbiegł do dziewczyny.
-Córko! Wszystko dobrze?- zawołał Heso ku zdumieniu wszystkich.
-Jesteś moim ojcem?- zapytała Miriam sztywno, niewyraźnie.
Tastina i Onel spojrzeli na siebie z szeroko otwartymi oczami. Heso NIGDY nie zwrócił się do Miriam; córko, nigdy nie miał sposobności. A teraz nagle taki wylew uczuć? Onel uśmiechnął się nieświadomie widząc tą ojcowską miłość, jednak Tastina zmrużyła oczy. Za dobrze znała Heso,wiedziała, że to nie są wielkie uczucia żywione do córki. Wiedziała, że gdzieś tam w środku, jest chłodny zimny plan, w którym widocznie jest to potrzebne. 'To' znaczy, że Miriam będzie kochała ojca, wiedziała, że jest im Heso. Nie będzie pamiętała swojej przybranej rodziny. Jakież to wygodne, jakiż wspaniały zbieg okoliczności noszący za sobą same korzyści. Ale Tastina nie wierzyła w zbieg okoliczności, nie w tym wypadku.
-Tak, jestem twoim ojcem.- wyszeptał -Czy mnie nie pamiętasz? Pokłóciliśmy się i wybiegłaś, potykając się i przewracając. Chyba się w coś uderzyłaś, moja miła.- mówiąc to gładził czułym gestem jej ciemne włosy.
-Pamiętam kłótnie.- wyznała patrząc wielkim oczami- Ale nic więcej.
-Trudno, córko.-westchnął cicho - Z czasem wszystko wróci, z czasem wymazane karty twojej przeszłości znów pokryją się schludnym pismem, które wyblakło. Nie martw się, Miriam.
-Miriam- wyszeptała dziewczyna chwytając się za głowę -Takie moje imię?
-Tak, córko. A teraz wstań, długo byłaś nieprzytomna. Wstań i przygotuj się do podróży.
-Jakiej podróży?
-Nie ważne- jęknął -Słuchaj ojca, moje kochanie.
-Dobrze, ojcze.
Tastina syknęła z oburzenia. Nawet jeżeli był to przypadek, Heso wykorzystywał sytuację. Zmarszczyła brwi i wyszła trzaskając drzwiami. Ludzie potrafią być okrutni- pomyślała ze łzami bezsilności w oczach.
wtorek, 23 lipca 2013
ROZDZIAŁ 12
Tastina siedziała na stole, a Miriam trzymała głowę na jej kolanach. Dziewczyna oddychała ciężko i od kilku godzin miała nieustannie zamknięte oczy, przez co Tastina miała czas żeby porozmyślać. A miała o czym. Heso wybiegł z jaskini zaraz po jej niekontrolowanym wybuchu, więc nie zdążyła go nawet przeprosić. Onel za to nadal siedział tam, gdzie rzuciła nim jej moc. Nic mu nie było, po prostu tak jak ona musiał pomyśleć nad wszystkim, co się wydarzyło. Siedział teraz pod ścianą, z podciągniętymi nogami, i oplecionymi rękoma głową między nimi. Nie przeszkadzała mu, każdy musi kiedyś się nad wszystkim zastanowić. Ona myślała teraz o tej ogromnej ilości mocy, którą zabrała ze swojego wewnętrznego źródła. Nie czuła się ani wycieńczona, ani zemdlona, rezerwy mocy bardzo szybko się uzupełniły, więc nawet nie odczuła skutków tego uderzenia. Swoją drogą ciekawe gdzie podziała się Beazica. Jak przybiegła tu z Miriam na rękach, to elfa już nie było, została tylko złota klatka. Tastina zerknęła na Onela. Ostatnio bardzo często jej się to zdarzało, o ile nie za często. Jej spojrzenie po prostu samo do niego biegło, szukało go wręcz. Gdy patrzyła tak na niego kątem oka, on odwrócił się w jej stronę i spojrzał na nią swoimi atramentowymi oczami. Widząc, że ona na niego patrzy wstał wreszcie z ziemi i podszedł do niej. Dużo starszy od niej chłopak usiadł za nią i objął jednym ramieniem, przyciągając ją do siebie tak, że się o niego oparła plecami. Miał tak umięśnioną rękę, że przez chwilę nie mogła oddychać, więc gdy tylko choć odrobinę rozluźnił uścisk zaczerpnęła szybko tchu.
-Wszystko będzie dobrze.- powiedział do niej patrząc na leżącą na jej kolanach Miriam.
Ona jakoś nie chciała w to wierzyć, a jako córka wieszczki bardziej ufała (być może) dziedzicznym zdolnością, niż uspokojeniom jakiegoś chłopaka. Nie chciała podważać jego słowa, więc tylko zaczęła nakręcać na palce włosy Miriam, a potem je wygładzać. Czuła, że Onel jedną ręką robi to samo z jej krótkimi włosami. Poczuła mrowienie na głowie tam, gdzie przejechał dłonią. Wzdrygnęła się i próbowała opanować drżenie dłoni. Mimo że miała ciągle otwarte usta, nic nie powiedziała. Siedzieli tak w trójkę, w dość nie wygodnej pozycji. Nagle Tastina poczuła, że Miriam powoli zaczyna kręcić głową.
-Onelu!- zawołała cicho oswabadzając ręce z jego ramion.
Chłopak nie wiedział o co chodzi, więc spojrzał tylko na Tastinę z głupim wyrazem twarzy, jakby przed chwilą go obudziła. Pewnie znowu nad czymś rozmyślał.
-Spójrz- wyszeptała odsuwając się trochę, by mógł zobaczyć kręcącą się głowę Miriam.
Puścił ją i zsunął się ze stolika, by chwilę potem podejść do nieprzytomnej dziewczyny od innej strony tak, żeby mieć na nią lepszy widok.
Powieki nieprzytomnej dziewczyny zaczęły się poruszać, jej oddech przyśpieszył a wargi drżały.
-Nie gap się!- zawołała Tastina patrząc przerażona na mężczyznę -Idź, szukaj Heso!
Trzymała głowę Miriam i nie pozwalała jej się obracać.
-Ja go nie znajdę!- krzyknął spanikowany -Prędzej się zgubię!
-Zostań tu- warknęła i delikatnie zsunęła głowę przyjaciółki na blat. Wstała zgrabnie i zeskoczyła ze stołu po czym wybiegła w swoim niedoścignionym przez nikogo tempie. Onel usłyszał tylko jak zwinna dziewczyna nawołuje wuja, po czym całą uwagę skupił na dziewczynie. Chwycił ją za głowę, jak wcześniej Tastina, i cicho do niej mówił. Nagle ciało Miriam uspokoiło się, a jej powieki podniosły się powoli.
-Miriam? Miriam, wszystko dobrze?- szeptał przerażony patrząc jej w oczy
-Kim jesteś?- zapytała zszokowana dziewczyna, i mimo trzymających ją dłoni podniosła głowę i rozejrzała się dookoła szeroko otwartymi oczami -Gdzie ja jestem?
Onel patrzył na nią zdziwiony, z otwartymi ustami. Miriam nadal rozglądała się wokół. Gdy jej spojrzenie natrafiło na duże lustro powieszone na przeciwległej ścianie, dotknęła dłonią policzka i zmarszczyła czoło.
-Kim JA jestem?- wyszeptała zszokowana.
Onel otworzył szeroko oczy i zaklął okropnie patrząc na nic niepamiętającą dziewczynę. Zaklął jeszcze raz.
***
-Gdzie umówiłeś się z tym człowiekiem?- zapytał zirytowany Kaspian wychodząc z knajpy, którą widział we wspomnieniach brata. Vokuel wyszedł za nim, obracając się żeby jeszcze raz spojrzeć na uroczą córkę karczmarza. Pomachał jej i mrugnął zalotnie, po czym zamknął za sobą drzwi.
-Co?- zapytał rozkojarzony patrząc na brata fioletowymi oczami.
-Skup się, idioto.- odparł uderzając go brutalnie w potylicę -Gdzie umówiłeś się z tym facetem?!
-Nigdzie- odpowiedział pocierając miejsce uderzenia -Kazał dać mi odpowiedź. Tyle.-
Kaspian jęknął i usiadł na jednym z kamieni potrząsając głową, próbował zebrać myśli. Zawsze się tak zachowywał, gdy rozmyślał nad czymś. Vokuel westchnął i ciężko opadł na ziemię obok brata. Siedzieli tak razem, myśląc intensywnie. Kaspian o tajemniczym człowieku, a Vokuel o rudych włosach kelnereczki ze speluny.
-Jesteście, panowie.- zaśmiał się cicho ktoś za ich plecami.
Oboje obrócili się do tyłu i spojrzeli w ciemność.
-Dobra, mów kim jesteś i czego od nas chcesz?- zawołał buntowniczo Kaspian.
Z ciemności wyszła wysoka, smukła dziewczyna, o nogach dłuższych niż najwyższe budynki na terenie Akademii. Kaspian otworzył szeroko oczy, i powstrzymał się przed tępym otworzeniem ust.
-Chyba nie będziemy o tym rozmawiać tutaj?- zapytała stając przed nimi z bladym uśmiechem nie schodzącym z jej ust. Vokuel zlustrował dziewczynę wzrokiem. Niezła, ale nie jego typ. Zresztą, widział lepsze. Mu się marzyła inna, aczkolwiek ta wyglądała inaczej niż wszystkie. Miała hebanowe włosy i ciemno-brązowe oczy, zgrabny nos i wąskie, czerwone usta. Jej sylwetka wyglądała, jakby należała do wojowniczki. Miała wyraźnie zarysowane mięśnie na nogach i rękach, a przez obcisłą bluzkę malował się umięśniony brzuch. Zupełnie nie jego typ. Za to Kaspian gapił się na nią jak na boginię.
-S-s-skoro nie tutaj, to gdzie?-wyjąkał jakby odurzony chłopak. Vokuel przewrócił oczami. Jak można być tak nieśmiałym?
-Panowie, panowie.- powiedziała uspokajającym tonem z pięknym uśmiechem -Spokojnie, powoli. Zdecydowaliście się?- zapytała patrząc na Kaspiana, który otworzył ust i zaczął kiwać głową.
-Ale na co niby, Ślicznotko?- zapytał Vokuel, zakładając ręce na piersi. Uśmiechnęła się i przeniosła swój wzrok na niego.
-Dołączacie do naszego Obozu? Tam wam wszystko wytłumaczę.- powiedziała z zalotnym uśmiechem, patrząc na chłopców z przymrużonych powiek.
-Będziemy mogli się jeszcze potem wycofać?- zapytał Vokuel trzeźwo myśląc, bo na brata nie mógł teraz liczyć. Dziewczyna wydęła usta jakby się zastanawiała, ale chwile potem na jej twarzy znów zagościł uśmiech.
-Tak, do jutrzejszego zachodu słońca możecie odejść.- powiedziała zarzucając włosami do tyłu.
-No, to chodźmy do tego twojego obozu.- westchnął Vokuel podnosząc się z ziemi i podając rękę bratu.
Dziewczyna zaśmiała się i obróciła się tyłem do nich.
-Za mną, panowie, za mną!- zawołała obracając się, aby na nich zaczekać.
poniedziałek, 22 lipca 2013
ROZDZIAŁ 11
Vokuel nie spał całą noc. Nie z powodu kaca, tylko wspomnienia dziwnego faceta w knajpie. Próbował wszystko wytłumaczyć Kaspianowi, ale ten uznał jego słowa za brednie pijanego. W sumie nawet mu się nie dziwił, w końcu zrobił na dziedzińcu niezłe przedstawienie. Ale teraz, skoro nadszedł ranek, Kaspian powinien inaczej spojrzeć na jego historie. Vokuel obrócił się z cichym jękiem, zawtórowały mu sprężyny w łóżku. Podniósł głowę, a na poduszce zobaczył ślady zaschniętej krwi. Zaklął szpetnie i przyłożył rękę do czoła. Wyczuł szramę na głowie i westchnął.
-O, obudziłeś się!- zawołał cicho ktoś siedzący obok niego
Vokuel obrócił się i zobaczył z dezaprobowaną minę brata. Chłopak jęknął i spojrzał na bliźniaka.
-Tak, widzę, że jesteś z tego powodu niezwykle zadowolony.- odparł Vokuel z cichym jękiem
-Dobra, ogarnij się.- warknął Kaspian -Jestem na ciebie porządnie wkurzony, więc zrób mi tę przyjemność i idźmy na zajęcia.- Powiedział ubierając czarną koszulę.
-Nie- odpowiedział ku jego zdziwieniu Vokuel -Siadaj i słuchaj mnie.- jęknął
-Nie!- zawołał głośno -Powaliło cię? Ruszaj się!- krzyknął ciągnąc brata za ramię
Vokuel pociągnął chłopaka za koszulę tak, że ten zatoczył się i usiadł koło niego.
-Słuchaj mnie teraz uważnie. Gościu w spelunie powiedział, że przyjmie nas do obozu, gdzie nas ochronią.
-Ochronią? Ochronią przed czym?- zapytał rozkojarzony Kaspian patrząc w fioletowe oczy brata.
-Przed Heso. To jakiś facet, który będzie chciał mnie zabić.- wyszeptał cicho mężczyzna
-Vokuel- zaczął Kaspian -Jesteś na kacu, pewnie coś ci się przywidziało...-
-Nie!- przerwał mu chłopak -TO mi się przywidziało?!- zawołał chwytając brata za skronie. Kaspian krzyknął, gdy chłopak zaczął wyświetlać mu obrazy przedstawiające jego ostatnie dwa dni. W tle tych wydarzeń widział fioletowe oczy brata, które przyglądały się wizjom w poszukiwaniu wydarzeń z knajpy.
Gdy znalazły to, czego szukały zatrzymały widoki tak, aby on mógł przyjrzeć się wspomnieniom. Widział jak w przyśpieszonym tempie ludzie w knajpie wchodzą i wychodzą, widział śliczną córkę karczmarza i jakiegoś człowieka w kącie. On zauważył bliznę na twarzy mężczyzny, którą przeoczył jego brat. Przebiegł szybko po ich krótkiej rozmowie, a potem poczuł tylko omdlenie spowodowane nadmiarem alkoholu.
Gdy Vokuel puścił jego skronie, chłopak zaczerpnął szybko powietrza i odchylił się do tyłu z pół-przymkniętymi oczami.
-Wierzysz mi?- zapytał cicho patrząc na niego fioletowymi oczami
-Wierzę- odparł Kaspian -Zbieraj się. Idziemy znaleźć tego gościa.
***
-Miriam? Miriam, gdzie jesteś?!- nawoływała Tastina przeskakując między skałami i drzewami. Nie miała pojęcia, gdzie jej szukać, las wokół Muru był ogromny, naprawdę nie miała pojęcia, gdzie mogła ją znaleźć.
Mimo że znała las dobrze, nie wiedziała gzie mogła pobiec dziewczyna. Zwinnie skakała z kamienia na kamień i rozglądała się nadal wykrzykując imię przyjaciółki.
Nagle jej sprawne oko wypatrzyło niedaleko niej bladą dłoń na ziemi.
-Och, nie- jęknęła cicho Tastina zdając sobie sprawę, że dziewczyna leży na ziemi raczej nie z powodu zmęczenia.
Podbiegła do niej szybko i zobaczyła, że Miriam leży na ziemi nie przytomna. Wokół nie było ani krwi, ani nie miała żadnych ran. Tastina kucnęła i podniosła dziewczynę z cichym jęknięciem. Miriam nie była ciężka, ale dziewczyna nie była najlepsza jeśli chodzi o ćwiczenia siłowe. Gdyby była lepszym magiem, załatwiła by to własną mocą, ale to akurat szło jej fatalnie, tylko pokaleczyłaby biedną dziewczynę.
Jedyne co jej zostało, to nieść ją aż do schronienia w Murze, i modlić się, że nic jej nie jest.
Miriam oddychała ciężko i nierówno, a Tastina wiedziała, że to nie wróży dobrze.
Po dłuższej chwili ciężkiego biegu dziewczyna wraz z przyjaciółką na rękach była przed wejściem do jej domu. Wpadła tam rozpędzona i już od progu wołała o pomoc.
-Co się stało?- krzyknął Onel podbiegając do niej i odbierając z jej zemdlonych rąk Miriam
-Nie wiem- powiedziała wykończona ale i przerażona- Znalazłam ją w takim stanie pod Murem.
Heso wstał powoli znad map i wolnym, opanowanym krokiem podszedł do Onela, który układał nieprzytomną dziewczynę na sąsiednim stole.
-Nic jej nie będzie- zbył ich starszy mężczyzna -Chodźcie, pokażę Wam, gdzie pójdziecie po przejściu Wąwozu Skał Szarych.- mówiąc to machnął ręką i wrócił z powrotem do map.
Onel podniósł gwałtownie głowę, prawie uderzając przy tym Tastinę, która przestraszona pochylała się nad przyjaciółką.
-Co?!- zawołał Onel patrząc na Heso -To jest TWOJA córka! To przez ciebie stało jej się to!- krzyknął pokazując na rozłożoną na stole dziewczynę. Tastina patrzyła na niego przestraszona, wiedziała, że ten wybuch, w takiej sytuacji nie będzie niczym dobrym. Położyła mu dłoń na ramieniu aby go uspokoić, ale on wstał szybko, zrzucając jej rękę.
-Powinieneś jej pomóc, ty cholerny egoisto!- Wrzasnął znowu Onel patrząc mężczyźnie w oczy -Zostaw te głupie mapy i chodź tu!-
Heso patrzył na niego wściekłymi oczami, ale ze spokojem go słuchał. Gdy Onel skończył się wydzierać podszedł do niego powoli i jednym uderzeniem wewnętrznej mocy przygwoździł chłopaka do ściany. Młody mężczyzna próbował się wyrywać, ale Heso mimo swojego wieku miał potężne źródło energii.
-Teraz ty mnie posłuchaj, dzieciaku.- warknął -JA wiem co mam robić, i wiem co masz robić ty. Więc skończ z odgrywaniem bohatera i nie sprawiaj kłopotów, rozumiesz mnie?!- wykrzyczał Heso
Onel oddychając ciężko zamknął oczy i z wojowniczym okrzykiem wyrzucił ze swojego źródła ogromy pocisk mocy, którego starszy mężczyzna w ogóle się nie spodziewał. Odrzuciło go w tył, a Onel opadł nie przytrzymywany już przez moc przeciwnika.
-Tylko ja będę sobie mówił co mam robić!- wrzasnął chłopak uderzając jeszcze raz w Heso.
Tastina patrzyła na to z przerażeniem w oczach. Oni walczyli, gdy Miriam być może umierała? Marnowali swoje źródła na głupią bitkę wywołaną przerostem męskiego ego? To było chore. Gdy Heso podnosił się, aby znów zaatakować chłopaka, Tastina wstała i pierwszy raz w życiu zabrała tyle mocy ze swojego źródła.
Wraz z wściekłością i całą nagromadzoną w niej irytacją wypuściła z siebie niesamowicie potężną falę mocy, która odchodząc od niej uderzyła we wszystkie meble, a co ważniejsze, w wojowników, rzucając nimi o przeciwległe ściany.
-Dość!- krzyknęła patrząc na spustoszenie, którego dokonała.
Heso spojrzał na nią z uśmiechem. Nareszcie zobaczył w niej maga, którego tak długo szkolił.
Nawet w takiej chwili nie targały nim żadne uczucia oprócz zadowolenia z nowej broni w arsenale, w postaci jego własnej bratanicy.
-Tylko ja będę sobie mówił co mam robić!- wrzasnął chłopak uderzając jeszcze raz w Heso.
Tastina patrzyła na to z przerażeniem w oczach. Oni walczyli, gdy Miriam być może umierała? Marnowali swoje źródła na głupią bitkę wywołaną przerostem męskiego ego? To było chore. Gdy Heso podnosił się, aby znów zaatakować chłopaka, Tastina wstała i pierwszy raz w życiu zabrała tyle mocy ze swojego źródła.
Wraz z wściekłością i całą nagromadzoną w niej irytacją wypuściła z siebie niesamowicie potężną falę mocy, która odchodząc od niej uderzyła we wszystkie meble, a co ważniejsze, w wojowników, rzucając nimi o przeciwległe ściany.
-Dość!- krzyknęła patrząc na spustoszenie, którego dokonała.
Heso spojrzał na nią z uśmiechem. Nareszcie zobaczył w niej maga, którego tak długo szkolił.
Nawet w takiej chwili nie targały nim żadne uczucia oprócz zadowolenia z nowej broni w arsenale, w postaci jego własnej bratanicy.
niedziela, 21 lipca 2013
ROZDZIAŁ 10
Heso wszedł do kamiennego schronienia, które do tej pory dzielił tylko ze swoją młodą bratanicą. Teraz nad stołem z mapami pochylała się Tastina wraz ze zdezorientowanym Onelem. Dziewczyna szybko przesuwała palcem po mapach, a chłopak tylko wodził za jej ręką wzrokiem. Widocznie próbował ogarnąć sens potoku słów, wydobywającego się z jej szybko poruszających się ust. Heso rozejrzał się w poszukiwaniu jeszcze jednej młodej kobiety. Miriam znalazł na podłodze, opierającą się o ścianę obok której ustawiony był regał wypełniony książkami o historii drugiego świata, Hanarani. Dziewczyna 'pożerała' właśnie opasłą książkę oprawioną w zieloną skórę, na której okładce wymalowany był herb Hanarani. Nikt z obecnych nie zauważył jego wejścia, mimo że taszczył ze sobą sporych rozmiarów złotą klatkę.
-Wróciłem!- zawołał sarkastycznie stojąc na środku jaskini -Mam dla ciebie przewodnika, Miriam.- dodał, aby zwrócono na niego większą uwagę. Miriam podniosła wreszcie oczy znad lektury i spojrzała na niego z minimalnym zainteresowaniem.
-Naprawdę? Kogo?- Zapytała wstając. Odłożywszy książkę na regał zaczęła wpatrywać się intensywnie w otwarte drzwi, aby wypatrzeć swojego nowego (oby przystojnego) przewodnika.'
-Oczywiście- odpowiedział, otwierając jednym ruchem ręki zabezpieczenia złotej klatki -Oto i on.-
Ze środka wyleciało stworzenie wielkości od łokcia do palca serdecznego. Miriam nigdy nie widziała czegoś takiego. Miało włosy dłuższe niż całe ono same, o wściekle zielonym kolorze. Była to zminiaturyzowana dziewczynka o spiczastych uszach, jadeitowej skórze i skrzydłach mieniących się wszystkimi kolorami tęczy. Jednak to nie jej wielkość czy skrzydła wywołały w Miriam lęk, a nawet przerażenie. Najstraszniejsze były oczy tej istoty - ogromne, zajmujące ponad połowę twarzy, a do tego całe turkusowe, bez białek, tęczówek czy źrenic. CAŁE turkusowe. Miriam krzyknęła cicho patrząc na to stworzenie, Onel zareagował zresztą podobnie, tylko Tastina uśmiechnęła się i wymijając stolik podbiegła do istoty zawieszonej w powietrzu.
-Beazica!- zawołała radośnie
-Tastina, miło cię widzieć- odparło stworzenie cichym melodyjnym szeptem przeszywającym wszystkich do szpiku kości.
-Miriam, Onelu. Przedstawiam wam hanarańskiego elfa, Beazicę.- powiedział zadowolony z siebie Heso.
Miriam i Onel patrzyli na to 'coś' szeroko otwartymi oczami. Nigdy nie widzieli takiego stworzenia. Pierwsza odzyskała głos dziewczyna
-To jest z Hanarani?- zapytała, mimo że Heso dokładnie to przed chwilą powiedział
-'To'?- parsknęła Beazica spoglądając na Miriam swoimi przerażającymi oczami.
-Przepraszam- odparła, orientując się, że mogło to urazić elfa.
-Ona będzie twoim przewodnikiem.- powiedział Heso z drwiącym uśmiechem, patrząc na zamurowaną z wrażenia Miriam.
-Ona?- zapytała dziewczyna patrząc z żalem to na elfa, to na przystojnego przewodnika Tastiny.
Aż jęknęła cicho z niezadowolenia, co oczywiście nie uszło uwadze pozostałych trzech osób. Elfka prychnęła cicho i z góry spojrzała na swoją podopieczną.
-I to niby ma być twoja córka?- skierowała to pytanie do Heso.
Miriam zmrużyła oczy i spojrzała na wuja swojej przyjaciółki. Wiedziała, że pytanie dotyczyło jej.
Heso uderzył się dłonią w twarz i spojrzał z przestrachem na dziewczynę, podobnie zresztą jak Tastina.
-Nie- zaczęła powoli Miriam -Moim ojcem jest Ebelach, prawda?- zapytała z naciskiem na 'prawda'.
Heso milczał. Dawno nie był tak wytrącony z równowagi, a przecież mag musi mieć zawsze czysty umysł. Teraz także musi go zachować.
-Widzisz...- rozpoczął dłuższą wypowiedź, jednak jego bratanica go ubiegła.
-Nie, Miriam. Heso jest twoim ojcem. Podrzucił Cię pod próg domu tamtych ludzi gdy umarła twoja matka.- wyznała z niespotykaną u niej bezpośredniością.
Onel gapił się na to wszystko nic nie rozumiejąc, czuł, że to nie jest rozmowa do której powinien się włączyć. Za to Beazica poczuwając się do winy wleciała s powrotem do klatki, aby pozostać nie zauważoną przez oskarżycielskie oczy długo okłamywanej dziewczyny.
-Nie!- krzyknęła Miriam -Nie! Moim ojcem jest Ebelach, moją matką jest Verevika! Nie!- krzyknęła ostatni raz, a do oczu zaczęły napływać jej łzy. -Ty!- warknęła do Tastiny -Ty o wszystkim wiedziałaś!- zawołała i wypadła ze skalnego schronienia by uciec od wszystkich znajdujących się tam kłamców.
Słone łzy jakie zaczęły płynąć po jej policzkach skutecznie zamazywały jej cały świat, więc po kilku minutach szaleńczego biegu potknęła się i wylądowała twarzą w liściach. Podniosła się chwiejnie uderzając głową w jedną z wystających z Muru cegieł. Świat zasłoniła ciemność.
-Wróciłem!- zawołał sarkastycznie stojąc na środku jaskini -Mam dla ciebie przewodnika, Miriam.- dodał, aby zwrócono na niego większą uwagę. Miriam podniosła wreszcie oczy znad lektury i spojrzała na niego z minimalnym zainteresowaniem.
-Naprawdę? Kogo?- Zapytała wstając. Odłożywszy książkę na regał zaczęła wpatrywać się intensywnie w otwarte drzwi, aby wypatrzeć swojego nowego (oby przystojnego) przewodnika.'
-Oczywiście- odpowiedział, otwierając jednym ruchem ręki zabezpieczenia złotej klatki -Oto i on.-
Ze środka wyleciało stworzenie wielkości od łokcia do palca serdecznego. Miriam nigdy nie widziała czegoś takiego. Miało włosy dłuższe niż całe ono same, o wściekle zielonym kolorze. Była to zminiaturyzowana dziewczynka o spiczastych uszach, jadeitowej skórze i skrzydłach mieniących się wszystkimi kolorami tęczy. Jednak to nie jej wielkość czy skrzydła wywołały w Miriam lęk, a nawet przerażenie. Najstraszniejsze były oczy tej istoty - ogromne, zajmujące ponad połowę twarzy, a do tego całe turkusowe, bez białek, tęczówek czy źrenic. CAŁE turkusowe. Miriam krzyknęła cicho patrząc na to stworzenie, Onel zareagował zresztą podobnie, tylko Tastina uśmiechnęła się i wymijając stolik podbiegła do istoty zawieszonej w powietrzu.
-Beazica!- zawołała radośnie
-Tastina, miło cię widzieć- odparło stworzenie cichym melodyjnym szeptem przeszywającym wszystkich do szpiku kości.
-Miriam, Onelu. Przedstawiam wam hanarańskiego elfa, Beazicę.- powiedział zadowolony z siebie Heso.
Miriam i Onel patrzyli na to 'coś' szeroko otwartymi oczami. Nigdy nie widzieli takiego stworzenia. Pierwsza odzyskała głos dziewczyna
-To jest z Hanarani?- zapytała, mimo że Heso dokładnie to przed chwilą powiedział
-'To'?- parsknęła Beazica spoglądając na Miriam swoimi przerażającymi oczami.
-Przepraszam- odparła, orientując się, że mogło to urazić elfa.
-Ona będzie twoim przewodnikiem.- powiedział Heso z drwiącym uśmiechem, patrząc na zamurowaną z wrażenia Miriam.
-Ona?- zapytała dziewczyna patrząc z żalem to na elfa, to na przystojnego przewodnika Tastiny.
Aż jęknęła cicho z niezadowolenia, co oczywiście nie uszło uwadze pozostałych trzech osób. Elfka prychnęła cicho i z góry spojrzała na swoją podopieczną.
-I to niby ma być twoja córka?- skierowała to pytanie do Heso.
Miriam zmrużyła oczy i spojrzała na wuja swojej przyjaciółki. Wiedziała, że pytanie dotyczyło jej.
Heso uderzył się dłonią w twarz i spojrzał z przestrachem na dziewczynę, podobnie zresztą jak Tastina.
-Nie- zaczęła powoli Miriam -Moim ojcem jest Ebelach, prawda?- zapytała z naciskiem na 'prawda'.
Heso milczał. Dawno nie był tak wytrącony z równowagi, a przecież mag musi mieć zawsze czysty umysł. Teraz także musi go zachować.
-Widzisz...- rozpoczął dłuższą wypowiedź, jednak jego bratanica go ubiegła.
-Nie, Miriam. Heso jest twoim ojcem. Podrzucił Cię pod próg domu tamtych ludzi gdy umarła twoja matka.- wyznała z niespotykaną u niej bezpośredniością.
Onel gapił się na to wszystko nic nie rozumiejąc, czuł, że to nie jest rozmowa do której powinien się włączyć. Za to Beazica poczuwając się do winy wleciała s powrotem do klatki, aby pozostać nie zauważoną przez oskarżycielskie oczy długo okłamywanej dziewczyny.
-Nie!- krzyknęła Miriam -Nie! Moim ojcem jest Ebelach, moją matką jest Verevika! Nie!- krzyknęła ostatni raz, a do oczu zaczęły napływać jej łzy. -Ty!- warknęła do Tastiny -Ty o wszystkim wiedziałaś!- zawołała i wypadła ze skalnego schronienia by uciec od wszystkich znajdujących się tam kłamców.
Słone łzy jakie zaczęły płynąć po jej policzkach skutecznie zamazywały jej cały świat, więc po kilku minutach szaleńczego biegu potknęła się i wylądowała twarzą w liściach. Podniosła się chwiejnie uderzając głową w jedną z wystających z Muru cegieł. Świat zasłoniła ciemność.
***
-Co teraz?- zapytała cicho Tastina patrząc w las, gdzie przed chwilą umknęła zapłakana Miriam.
-Nic- odparł Heso - Ty ją znajdziesz i przyprowadzisz tu siłą lub po dobroci. A ja wytłumaczę Onelowi, gdzie macie ruszyć na poszukiwania. Znowu.- zakończył zimno. Zawsze starał się nie okazywać uczuć, co zawsze Tastinę irytowało. Ale nie dziś. Dziś frustrowało ja to do granic możliwości. Chciała się sprzeciwić, wykrzyczeć mu w twarz co myśli o jego egoizmie. Ale nie mogła. Czuła, że musi go słuchać, nie dlatego bo jest starszy czy dlatego, że jest jej wujem i opiekunem. Robiła to, bo wiedziała, że tylko on może uratować dwa światy, które kochała. Więc mimo gotującej się w niej złości skinęła głową i ruszyła za przyjaciółką z nadzieją, że ta nic sobie nie zrobiła.
czwartek, 18 lipca 2013
ROZDZIAŁ 9
Vokuel siedział w lesie, trzymając się obiema rękoma za głowę, która ciągle go bolała. Próbował się skupić na tym, co powiedział mu dziwaczny nieznajomy w spelunie, ale chyba miał za dużego kaca. Mimo bólu, tępo pulsującego pod czaszką zebrał myśli i zaczął się zastanawiać.
Ten człowiek powiedział, że chce mu pomóc (jakby potrzebował jego pomocy). I to pewnie dlatego ostrzegł go przed jakimś gościem o imieniu Heso i jego panienką, Miriam. Chociaż nie... to chyba nie była jego laska tylko... siostra? Nie, córka! To była jego córka, tak. Ostrzegał go przed Heso i jego córką Miriam. Podobno będą go chcieli go zmusić do jakiś poszukiwań, co przepłaci życiem. Ten facet zaproponował mu, że przyjmą go do obozu, w którym będzie bezpieczny i nie będzie musiał lękać się o własne życie. Jednak Vokuel powiedział, że nie zostawi brata. Jemu także ten gościu zapewniał ochronę. Mieli się zdecydować do jutra. W takiej sytuacji Vokuel powinien zbierać się do Akademika i opowiedzieć wszystko Kaspianowi. Ale pękała mu głowa, i bardziej możliwe, że idąc zabiłby się, niż dotarł na miejsce.
Przeczesał złote włosy drżącą dłonią i spróbował wstać. Zatoczył się jednak i upadł rozbijając sobie głowę. Zaklął szpetnie i ściągnął koszulę. Zwinął ją w rulon i przyłożył sobie do czoła sycząc cicho.
Wstał jeszcze raz i zrobił powoli parę kroków. Po przejściu kilku metrów nabrał pewności i ruszył do przodu swoim swobodnym, niefrasobliwym krokiem. Mimo to szedł powoli, co jakiś czas zbaczając z drogi. Nie widział wyraźnie, a co jakiś czas świat przed nim falował. Przez to nie zauważył wystającego korzenia i potknął się po raz drugi. Tym razem upadł na wyciągnięte ręce, więc nic bolesnego mu się nie stało.
Wstał tylko po raz kolejny i znowu przycisnął ręcznik do rany na czole. Przeszedł jeszcze parę kroków i wyszedł na dziedziniec zataczając się i potykając. Na gościńcu było mnóstwo adeptek i adeptów, którzy widząc Vokuela w takim stanie chichotali i wymieniali rozbawione spojrzenia.
-Zamknijcie się, do cholery!- wrzasnął.
W śród tłumu gapiów był też oczywiście Kaspian, i zaklął (podobnie jak brat) widząc skacowanego Vokuela na dziedzińcu. Podbiegł szybko do niego i chwycił za ramię. Próbował go zaciągnąć do budynku, jednak ku uciesze wszystkich Vokuel szamotał się i zapierał.
-Nie tak ostro! Człowieku!- zawołał skacowany mężczyzna.
Wszystkie adeptki chichotały cicho patrząc na nagi tors Vokuela. Koszule miał w końcu zakrwawioną i przyciśniętą do czoła.
-Ogarnij się, bracie- warknął Kaspian - Do pokoju! Już!
Chwycił go za ramię i zaciągnął do budynku.
Gdy byli już w środku Kaspian chwycił brata za włosy i wciągnął go do pokoju klnąc cicho.
-Czy ciebie porąbało?!- wrzasnął
-Nie krzycz- poprosił cicho
-Ogarnij się idioto!- zawołał Kaspian zabierając mu koszulę z czoła i wyjmując bandaż z szafki
-Powinniśmy uciekać- Wymamrotał Vokuel
- Bredzisz- odparł zniesmaczony
-No nie!- zawołał całkiem trzeźwo - Gościu w knajpie kazał nam zastanowić się i jutro dać odpowiedź. Jesteśmy w niebezpieczeństwie
Ten człowiek powiedział, że chce mu pomóc (jakby potrzebował jego pomocy). I to pewnie dlatego ostrzegł go przed jakimś gościem o imieniu Heso i jego panienką, Miriam. Chociaż nie... to chyba nie była jego laska tylko... siostra? Nie, córka! To była jego córka, tak. Ostrzegał go przed Heso i jego córką Miriam. Podobno będą go chcieli go zmusić do jakiś poszukiwań, co przepłaci życiem. Ten facet zaproponował mu, że przyjmą go do obozu, w którym będzie bezpieczny i nie będzie musiał lękać się o własne życie. Jednak Vokuel powiedział, że nie zostawi brata. Jemu także ten gościu zapewniał ochronę. Mieli się zdecydować do jutra. W takiej sytuacji Vokuel powinien zbierać się do Akademika i opowiedzieć wszystko Kaspianowi. Ale pękała mu głowa, i bardziej możliwe, że idąc zabiłby się, niż dotarł na miejsce.
Przeczesał złote włosy drżącą dłonią i spróbował wstać. Zatoczył się jednak i upadł rozbijając sobie głowę. Zaklął szpetnie i ściągnął koszulę. Zwinął ją w rulon i przyłożył sobie do czoła sycząc cicho.
Wstał jeszcze raz i zrobił powoli parę kroków. Po przejściu kilku metrów nabrał pewności i ruszył do przodu swoim swobodnym, niefrasobliwym krokiem. Mimo to szedł powoli, co jakiś czas zbaczając z drogi. Nie widział wyraźnie, a co jakiś czas świat przed nim falował. Przez to nie zauważył wystającego korzenia i potknął się po raz drugi. Tym razem upadł na wyciągnięte ręce, więc nic bolesnego mu się nie stało.
Wstał tylko po raz kolejny i znowu przycisnął ręcznik do rany na czole. Przeszedł jeszcze parę kroków i wyszedł na dziedziniec zataczając się i potykając. Na gościńcu było mnóstwo adeptek i adeptów, którzy widząc Vokuela w takim stanie chichotali i wymieniali rozbawione spojrzenia.
-Zamknijcie się, do cholery!- wrzasnął.
W śród tłumu gapiów był też oczywiście Kaspian, i zaklął (podobnie jak brat) widząc skacowanego Vokuela na dziedzińcu. Podbiegł szybko do niego i chwycił za ramię. Próbował go zaciągnąć do budynku, jednak ku uciesze wszystkich Vokuel szamotał się i zapierał.
-Nie tak ostro! Człowieku!- zawołał skacowany mężczyzna.
Wszystkie adeptki chichotały cicho patrząc na nagi tors Vokuela. Koszule miał w końcu zakrwawioną i przyciśniętą do czoła.
-Ogarnij się, bracie- warknął Kaspian - Do pokoju! Już!
Chwycił go za ramię i zaciągnął do budynku.
Gdy byli już w środku Kaspian chwycił brata za włosy i wciągnął go do pokoju klnąc cicho.
-Czy ciebie porąbało?!- wrzasnął
-Nie krzycz- poprosił cicho
-Ogarnij się idioto!- zawołał Kaspian zabierając mu koszulę z czoła i wyjmując bandaż z szafki
-Powinniśmy uciekać- Wymamrotał Vokuel
- Bredzisz- odparł zniesmaczony
-No nie!- zawołał całkiem trzeźwo - Gościu w knajpie kazał nam zastanowić się i jutro dać odpowiedź. Jesteśmy w niebezpieczeństwie
środa, 17 lipca 2013
Hej kochani! :)
Hej, powiem Wam coś naprawdę niesamowitego. Na Wyimaginowanej Grafice przyjęli moje zamówienie o szablon! Wiem, że ten jest prześliczny, ale ten będzie tak bardziej 'mój' :) Kiedy tylko będzie można składać nowe zamówienia, złożę je tez na mojego nowego bloga: wkazdymtkwidemon.blogspot.com
Aby złożyć zamówienie, muszę dać pomysł na ten szablon, i chciałabym, żeby to był bardziej NASZ szablon. Więc wbijajcie na mojego bloga, czytajcie i piszcie, czy macie jakieś pomysły na ten szablon. Może coś wykorzystam przy składaniu zamówienia ;*
No, to by było chyba tyle. Kocham Was, dzięki, że czytacie, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy :*
Aby złożyć zamówienie, muszę dać pomysł na ten szablon, i chciałabym, żeby to był bardziej NASZ szablon. Więc wbijajcie na mojego bloga, czytajcie i piszcie, czy macie jakieś pomysły na ten szablon. Może coś wykorzystam przy składaniu zamówienia ;*
No, to by było chyba tyle. Kocham Was, dzięki, że czytacie, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy :*
ROZDZIAŁ 8
Dwie dziewczyny siedziały przy kamiennym stole, rozmawiając cicho. Od jakiegoś czasu Miriam zaczęła zauważać, że bardzo dobrze jej się z Tastiną rozmawia. Po paru rozmowach odkryła, że Tastina jest inteligentna i rezolutna, ciekawa świata poza Murem. Miriam za to wypytywała ją delikatnie o Drugą stronę i powód jej pobytu w tym miejscu. Niestety, ku jej zdumieniu, Tastina nie wiedziała wiele więcej niż ona sama. Nagle drzwi otworzyły się szeroko z głuchym trzaskiem. Obie obróciły się szybko w tamtą stronę, podskakując ze zdziwienia. Przez drzwi szybkim, pewnym krokiem wszedł Heso, machając niedbale ręką w ich stronę w geście powitania. Dziewczęta jednak swoją uwagę skupiły na osobie, która weszła za mężczyzną w sile wieku. Był to młody chłopak, a właściwie mężczyzna. Miał krótko przycięte, hebanowe włosy i niesamowicie atramentowe oczy. Zbudowany był dobrze, może nie aż tak jak Heso, ale i tak wyglądał imponująco. Był wyższy niż Heso, ale co ważniejsze, był niesamowicie przystojny. Tastina aż westchnęła cicho. Rzadko widywała ludzi innych niż Heso, to co się teraz tu wyprawiało, było naprawdę czymś niesamowitym, przez co Tastina nie traktowała tego na poważnie, ale jak zabawę.
Heso odwrócił się na pięcie i spojrzał na dwie, ożywione dziewczyny i wyraźnie zagubionego chłopaka.
-Przedstawiam Onela. Nowego Przewodnika bez stażu i jakichkolwiek umiejętności.- powiedział mężczyzna
z kwaśnym uśmiechem.-Onelu, poznaj Miriam, jedyną Jasną Czarownicę na świecie oraz Tastinę.-
Tastina zachmurzyła się z powodu mało ciekawego przedstawienia jej postaci, ale przeszło jej, gdy Onel zwrócił się w stronę jej i jej nowej znajomej.
-Ja...- zaczął chłopak, ale opamiętał się, w końcu maniery są najważniejsze, tak uczył go ojciec-Witam panie
Powiedział z delikatnym ukłonem i udawanym uśmiechem.
-Nie mam pojęcia o co chodzi!- krzyknął po uprzejmościach odwracając się do człowieka na środku izby
-No przecież ci wszystko wyjaśniłem...- odparł ze znudzeniem
-Nie!- zawołał zdumiony- Właśnie nic mi nie wyjaśniłeś!
-O bogini... dobrze.- westchnął Heso- Ty i moja bratanica ruszycie na poszukiwania Jeźdźca Smoka. Jeźdźca Smoka płci żeńskiej.- dodał cicho. Tastina otworzyła usta ze zdumienia
-Ale przecież...- zaczęła
-Tak, tak, wiem.- przerwał jej Heso- Ja wyruszę szukać pewnego Maga, a Miriam będzie szukać brata.
-Raczej nie muszę ich szukać- odparła zdziwiona- Mam dwóch braci, i do tego cztery siostry.
-Nie, nie, nie... Chodzi o co innego.- zastanowił się, myśląc głośno- Pokaż dłonie!- zawołał
Zdumiona dziewczyna uniosła w górę obie ręce. Obie dłonie miała zwykłe, jak każdy inny człowiek.
-Nie, jednak nie...- westchnął. Tastina i Onel gapili się na nich tak samo-jakby patrzyli na niezrównoważonych psychicznie.
-A o co chodzi?- zapytała Miriam uważnie oglądając swoje dłonie
-Masz gdzieś stygmaty?- zapytała szybko Tastina zrozumiawszy wuja-No wiesz, znaki od bogów?
Miriam zastanowiła się chwilę
-Mam półksiężyc na karku. Taki tam, od urodzenia- mówiąc to zabrała włosy znad karku ukazując zarys półksiężyca. kontur był granatowy, a wypełniał go blado błękitny kolor.
-Jest- syknął Heso- Musisz odnaleźć chłopca, chłopaka lub mężczyznę z podobnym stygmatem. A ja znajdę Maga.- zakończył
-Mam go szukać sama?!- zawołała Miriam -Niby gdzie?!
-Dobrze, może faktycznie znajdę ci przewodnika.- zgodził się Heso- I sądzę, że brata znajdziesz w Hanaranii.
-Po drugiej stronie?- wyszeptała. Jeszcze nigdy nie była tak podekscytowana jak teraz
-Tak, po drugiej stronie
Zaklęła cicho, z powodu wrażenia jakie na niej wywarł
-A ja i tak nic ogarniam- wtrącił się Onel pretensjonalnym tonem
Heso z westchnieniem pacnął sobie dłonią w czoło
-Jak tu żyć?- jeknął
Heso odwrócił się na pięcie i spojrzał na dwie, ożywione dziewczyny i wyraźnie zagubionego chłopaka.
-Przedstawiam Onela. Nowego Przewodnika bez stażu i jakichkolwiek umiejętności.- powiedział mężczyzna
z kwaśnym uśmiechem.-Onelu, poznaj Miriam, jedyną Jasną Czarownicę na świecie oraz Tastinę.-
Tastina zachmurzyła się z powodu mało ciekawego przedstawienia jej postaci, ale przeszło jej, gdy Onel zwrócił się w stronę jej i jej nowej znajomej.
-Ja...- zaczął chłopak, ale opamiętał się, w końcu maniery są najważniejsze, tak uczył go ojciec-Witam panie
Powiedział z delikatnym ukłonem i udawanym uśmiechem.
-Nie mam pojęcia o co chodzi!- krzyknął po uprzejmościach odwracając się do człowieka na środku izby
-No przecież ci wszystko wyjaśniłem...- odparł ze znudzeniem
-Nie!- zawołał zdumiony- Właśnie nic mi nie wyjaśniłeś!
-O bogini... dobrze.- westchnął Heso- Ty i moja bratanica ruszycie na poszukiwania Jeźdźca Smoka. Jeźdźca Smoka płci żeńskiej.- dodał cicho. Tastina otworzyła usta ze zdumienia
-Ale przecież...- zaczęła
-Tak, tak, wiem.- przerwał jej Heso- Ja wyruszę szukać pewnego Maga, a Miriam będzie szukać brata.
-Raczej nie muszę ich szukać- odparła zdziwiona- Mam dwóch braci, i do tego cztery siostry.
-Nie, nie, nie... Chodzi o co innego.- zastanowił się, myśląc głośno- Pokaż dłonie!- zawołał
Zdumiona dziewczyna uniosła w górę obie ręce. Obie dłonie miała zwykłe, jak każdy inny człowiek.
-Nie, jednak nie...- westchnął. Tastina i Onel gapili się na nich tak samo-jakby patrzyli na niezrównoważonych psychicznie.
-A o co chodzi?- zapytała Miriam uważnie oglądając swoje dłonie
-Masz gdzieś stygmaty?- zapytała szybko Tastina zrozumiawszy wuja-No wiesz, znaki od bogów?
Miriam zastanowiła się chwilę
-Mam półksiężyc na karku. Taki tam, od urodzenia- mówiąc to zabrała włosy znad karku ukazując zarys półksiężyca. kontur był granatowy, a wypełniał go blado błękitny kolor.
-Jest- syknął Heso- Musisz odnaleźć chłopca, chłopaka lub mężczyznę z podobnym stygmatem. A ja znajdę Maga.- zakończył
-Mam go szukać sama?!- zawołała Miriam -Niby gdzie?!
-Dobrze, może faktycznie znajdę ci przewodnika.- zgodził się Heso- I sądzę, że brata znajdziesz w Hanaranii.
-Po drugiej stronie?- wyszeptała. Jeszcze nigdy nie była tak podekscytowana jak teraz
-Tak, po drugiej stronie
Zaklęła cicho, z powodu wrażenia jakie na niej wywarł
-A ja i tak nic ogarniam- wtrącił się Onel pretensjonalnym tonem
Heso z westchnieniem pacnął sobie dłonią w czoło
-Jak tu żyć?- jeknął
wtorek, 16 lipca 2013
Hej kochani
Wiem, wiem, spóźniam się z rozdziałem, ale zaraz Wam powiem dlaczego. Otóż założyłam nowego bloga! Niespodzianka xD!
Blog jest oczywiście z opowiadaniem, ale wzbogaciłam go o rysunki mojego autorstwa. Wbijajcie tam, a jak Wam się ilustracje spodobają to piszcie tu, może wtedy zilustruję też tą opowieść. No, ale jak tam chcecie. Powiem Wam tylko, że ta druga opowieść jest zupełnie inna niż ta, nie pokrywa się w ogóle.
wkazdymtkwidemon.blogspot.com
ZAPRASZAM KOCHANI :*
Blog jest oczywiście z opowiadaniem, ale wzbogaciłam go o rysunki mojego autorstwa. Wbijajcie tam, a jak Wam się ilustracje spodobają to piszcie tu, może wtedy zilustruję też tą opowieść. No, ale jak tam chcecie. Powiem Wam tylko, że ta druga opowieść jest zupełnie inna niż ta, nie pokrywa się w ogóle.
wkazdymtkwidemon.blogspot.com
ZAPRASZAM KOCHANI :*
niedziela, 14 lipca 2013
ROZDZIAŁ 7
Heso zapukał do drewnianych, rozlatujących się drzwi. Odpowiedziała mu głucha cisza, więc uderzył pięścią jeszcze raz, tym razem dużo mocniej.
-Idę, idę!- zawołał ktoś zachrypniętym głosem
Drzwi się otworzyły, a w nich stanął wysoki, starzejący się mężczyzna o wielkich, niebieskich oczach. Na widok Heso na jego twarzy odmalowało się śmiertelne przerażenie.
-Odejdź! Odejdź stąd!- zawołał próbując zatrzasnąć mu drzwi przed nosem.
-Uspokój się, Tendenie. Nie przyszedłem do ciebie.- uspokoił go Heso. Nie na długo.- Przyszedłem do twojego syna.- uśmiechnął się Heso
-Wynocha- warknął mężczyzna próbując wypchnąć Heso za drzwi
-Daj spokój, Tendenie. Wiedziałeś, że Duchy w końcu się o niego upomną. Ile on ma lat?
-Nie oddam ci mojego syna!- krzyknął starzec
-Czemu ty mnie nie słuchasz?!- syknął -Ile. On. Ma. Lat?- zapytał jeszcze raz, artykułując dokładnie każde słowo
- Dwadzieścia cztery- dał za wygraną mężczyzna
-Mało- zacmokał rozczarowany Heso -Zna się na Magii?- drążył dalej, przytrzymując rękoma drzwi
-Co cię to interesuje? Przez ciebie stracił matkę. - wychrypiał mężczyzna. Tego Heso nie wytrzymał. Chwycił starca za koszulę, wyciągnął jednym ruchem z domu i mocno uderzył nim o ścianę chaty.
-Głupcze!- krzyknął cicho -To jest przeznaczenie. A od przeznaczenia się nie ucieka! Gdzie jest twój syn?!
-W domu. Śpi. Zostaw go w spokoju!- warknął mężczyzna
-Dziękuję, to wszystko co chciałem wiedzieć.- uśmiechnął się, rzucając Tendena na ziemię. Podczas gdy on próbował wstać z ziemi, Heso wszedł do obcego domu szybkim krokiem i natychmiast skierował się do jednego, jedynego łóżka w izbie.
-Wstawaj, chłopie.- powiedział, potrząsając młodym mężczyzną. Nie wyglądał nawet na te dwadzieścia cztery lata. Niedobrze, ale teraz nie ma już co wybrzydzać. Chłopak odwrócił się na drugi bok i zamrugał oczami. Miał oczy jak jego matka. Duże i czarne jak najczarniejsza czerń.
-Kim jesteś?- zapytał zaspany chłopak trąc dłońmi twarz- Ojcze?!- zawołał zdezorientowany
-Jak ci na imię?- odpowiedział pytaniem Heso zaciskając palce na jego ramieniu
-Onel, ale... ojcze? Co się dzieje?!- krzyknął chłopak patrząc ponad ramieniem Heso
-Zostaw nas... proszę...- wychrypiał mężczyzna stojący za nim
-Nie bądź głupi Tendenie. Ja nic nie poradzę. Duchy upomniały się o Onela. Nie przeciwstawię się im.- westchnął Heso przyglądając się chłopakowi z niespotykaną u niego uwagą.
-Jak to... Duchy?- zapytał zdezorientowany chłopak -O mnie? Czego chcą?
-Będziesz przewodnikiem synu.- odparł Heso i postawił chłopaka na nogi jednym ruchem -Magię znasz?
Chłopak zamrugał oczami i spojrzał na obcego mężczyznę jakby dopiero teraz go zobaczył.
-No... znam, chyba, ale... - młody mężczyzna jąkał się i gubił we własnej wypowiedzi
-I bardzo dobrze- uśmiechnął się Heso -Idziemy!- zakomenderował i pociągnął chłopaka do drzwi
-Ale... Ojcze?- zapytał młodzieniec tak zdziwiony jak przestraszony
-Heso...- jęknął Tenden- Błagam, to mój jedyny syn. Zostaw go, proszę
-Nie ma mowy, moja bratanica musi mieć kompana w poszukiwaniach.- warknął i mocniej szarpnął rękę chłopaka
-A więc chodzi o Tastinę?- szepnął zrozpaczony ojciec- O córkę Abenacha?
Heso zaczęła drżeć dłoń a w oczach pojawił się cień słonych łez. Puścił młodzika i obrócił się powoli w stronę Tendena
-Chodzi o cały świat. CAŁY. Rozumiesz, głupcze?- wycedził przez zęby
-Rozumiem- wyszeptał starzec- Opiekuj się nim- wskazał na swojego syna
-Proś o to Duchy, nie mnie.- odparł - Bo jeżeli nie damy rady, to zginą wszyscy. WSZYSCY.
-Druga strona też?
-Też
-Idę, idę!- zawołał ktoś zachrypniętym głosem
Drzwi się otworzyły, a w nich stanął wysoki, starzejący się mężczyzna o wielkich, niebieskich oczach. Na widok Heso na jego twarzy odmalowało się śmiertelne przerażenie.
-Odejdź! Odejdź stąd!- zawołał próbując zatrzasnąć mu drzwi przed nosem.
-Uspokój się, Tendenie. Nie przyszedłem do ciebie.- uspokoił go Heso. Nie na długo.- Przyszedłem do twojego syna.- uśmiechnął się Heso
-Wynocha- warknął mężczyzna próbując wypchnąć Heso za drzwi
-Daj spokój, Tendenie. Wiedziałeś, że Duchy w końcu się o niego upomną. Ile on ma lat?
-Nie oddam ci mojego syna!- krzyknął starzec
-Czemu ty mnie nie słuchasz?!- syknął -Ile. On. Ma. Lat?- zapytał jeszcze raz, artykułując dokładnie każde słowo
- Dwadzieścia cztery- dał za wygraną mężczyzna
-Mało- zacmokał rozczarowany Heso -Zna się na Magii?- drążył dalej, przytrzymując rękoma drzwi
-Co cię to interesuje? Przez ciebie stracił matkę. - wychrypiał mężczyzna. Tego Heso nie wytrzymał. Chwycił starca za koszulę, wyciągnął jednym ruchem z domu i mocno uderzył nim o ścianę chaty.
-Głupcze!- krzyknął cicho -To jest przeznaczenie. A od przeznaczenia się nie ucieka! Gdzie jest twój syn?!
-W domu. Śpi. Zostaw go w spokoju!- warknął mężczyzna
-Dziękuję, to wszystko co chciałem wiedzieć.- uśmiechnął się, rzucając Tendena na ziemię. Podczas gdy on próbował wstać z ziemi, Heso wszedł do obcego domu szybkim krokiem i natychmiast skierował się do jednego, jedynego łóżka w izbie.
-Wstawaj, chłopie.- powiedział, potrząsając młodym mężczyzną. Nie wyglądał nawet na te dwadzieścia cztery lata. Niedobrze, ale teraz nie ma już co wybrzydzać. Chłopak odwrócił się na drugi bok i zamrugał oczami. Miał oczy jak jego matka. Duże i czarne jak najczarniejsza czerń.
-Kim jesteś?- zapytał zaspany chłopak trąc dłońmi twarz- Ojcze?!- zawołał zdezorientowany
-Jak ci na imię?- odpowiedział pytaniem Heso zaciskając palce na jego ramieniu
-Onel, ale... ojcze? Co się dzieje?!- krzyknął chłopak patrząc ponad ramieniem Heso
-Zostaw nas... proszę...- wychrypiał mężczyzna stojący za nim
-Nie bądź głupi Tendenie. Ja nic nie poradzę. Duchy upomniały się o Onela. Nie przeciwstawię się im.- westchnął Heso przyglądając się chłopakowi z niespotykaną u niego uwagą.
-Jak to... Duchy?- zapytał zdezorientowany chłopak -O mnie? Czego chcą?
-Będziesz przewodnikiem synu.- odparł Heso i postawił chłopaka na nogi jednym ruchem -Magię znasz?
Chłopak zamrugał oczami i spojrzał na obcego mężczyznę jakby dopiero teraz go zobaczył.
-No... znam, chyba, ale... - młody mężczyzna jąkał się i gubił we własnej wypowiedzi
-I bardzo dobrze- uśmiechnął się Heso -Idziemy!- zakomenderował i pociągnął chłopaka do drzwi
-Ale... Ojcze?- zapytał młodzieniec tak zdziwiony jak przestraszony
-Heso...- jęknął Tenden- Błagam, to mój jedyny syn. Zostaw go, proszę
-Nie ma mowy, moja bratanica musi mieć kompana w poszukiwaniach.- warknął i mocniej szarpnął rękę chłopaka
-A więc chodzi o Tastinę?- szepnął zrozpaczony ojciec- O córkę Abenacha?
Heso zaczęła drżeć dłoń a w oczach pojawił się cień słonych łez. Puścił młodzika i obrócił się powoli w stronę Tendena
-Chodzi o cały świat. CAŁY. Rozumiesz, głupcze?- wycedził przez zęby
-Rozumiem- wyszeptał starzec- Opiekuj się nim- wskazał na swojego syna
-Proś o to Duchy, nie mnie.- odparł - Bo jeżeli nie damy rady, to zginą wszyscy. WSZYSCY.
-Druga strona też?
-Też
sobota, 13 lipca 2013
ROZDZIAŁ 6
Heso zamknął oczy, aby oraz kolejny nawiązać kontakt z Duchami. Ujrzał to, co zawsze.
Płonące domy, biegnące w szaleńczym pędzie kobiety, krzyki dzieci. W śród tych kobiet musi być gdzieś Almea. Świadomość tego, że ona gdzieś tu jest napawała Heso przerażeniem, jakiego nie powinien odczuwać Mag. Nagle usłyszał krzyk nawiązanego ze sobą mężczyzny.Krzyk swojego brata.
-Abenach!- zawołał głośno, najgłośniej, jak potrafił -Abenach! Gdzie jesteś?!
Stłumiony krzyk znowu dotarł do uszu Heso, tym razem wiedział gdzie ma biec
-Abenach!- krzyknął i padł na kolana obok zakrwawionego mężczyzny
-Posłuchaj mnie...- wychrypiał Abenach- posłuchaj...
Mimo panującej wokół rzezi, Heso nachylił się nad bratem
-Mów - zażądał cicho, chwytając jedynego brata za rękę
-Wyszkolisz Tastinę- zaczął cicho. Heso zignorował to. Teraz musi nastąpić rozmowa z Duchami. Heso zawsze rozmawiał z nimi w snach, przez duszę nieżyjącego brata.
-Dobrze. Powiedz mi, co teraz?- zapytał Heso patrząc uważnie na brata
-Musisz znaleźć mentalnego brata Miriam, odnaleźć ostatniego Maga i pierwszego Jeźdźca. Uważaj na Viriakich.- zakończył chrapliwym głosem Abenach
-To tyle? Powiedz mi coś jeszcze!- krzyknął Heso potrząsając bratem
Wszystko nagle zaczęło blaknąć, a kontury stawały się rozmyte. Wizja się zakończyła, Duchy ucichły.
Heso otworzył oczy i zaczerpnął głęboko powietrza. Nic nie rozumiał. "Znajdź mentalnego brata Miriam". Heso miał tylko jedno dziecko, był tego pewny. Ewentualnie mogłoby się okazać, że Miriam jest z ciąży bliźniaczej. Tak, pewnie chodziło o to. W takim razie ma też syna. Wspaniale. Chociaż to słowo.... mentalnego... dziwne. Ale to pewnie Duchy się pomyliły. "Odnaleźć ostatniego Maga". Bezsensu, przecież on był Magiem, Tastina była Magiem. Bo chyba nie chodziło o... jeżeli tak, to w życiu im się nie uda. Heso nie chciał dopuścić do siebie tej myśli, ale wiedział, że trafił. Chodziło o Maga Żywiołów. Ostatniego Maga Żywiołów. Problem był taki, że cały ród Magów Żywiołów wymarł w Wielkiej Wojnie, a ich następca jeszcze nie został wybrany, więc jego znalezienie nie graniczy z cudem. Ono JEST cudem. "I pierwszego Jeźdźca". Jeźdźca czego? Ludzie jak i Magowie ujeżdżają już przecież wszystkie zwierzęta jakie się da. Konie, słonie, jednorożce, smoki. Smoki... chwila, chwila moment. Smoków mogą ujeżdżać TYLKO mężczyźni. Więc co, może ma znaleźć kobietę na smoku? To jest idiotyzm. Kobiety nie mogą podchodzić do smoków, co dopiero na nich jeździć. To bezsensowne, a poszukiwania absolutnie bezcelowe. Nie znajdą ani Maga Żywiołów, ani Jeźdźca smoków płci żeńskiej. I jeszcze jedno, "uważaj na Viriakich". Niby kto to są Viriacy? Tego pewnie dowie się podczas poszukiwań. Właśnie, poszukiwań. Czas je rozpocząć nim będzie za późno. Miriam będzie szukać brata. On znajdzie jakimś cudem pierwszego Jeźdźca. Ale nie może pozwolić Tastinie na samotną wyprawę. Jest za młoda i jeszcze nie umie posługiwać się mocą. Ba, ona nawet nie wie, że jest Magiem. Więc co z nią zrobić? Znajdzie dla niej innego Maga, opiekuna. Syn Tendena, tak, on powinien być dobry. Po kontemplowaniu przyszłości przyszła pora na działanie. Szybkie działanie.
Wszystko nagle zaczęło blaknąć, a kontury stawały się rozmyte. Wizja się zakończyła, Duchy ucichły.
Heso otworzył oczy i zaczerpnął głęboko powietrza. Nic nie rozumiał. "Znajdź mentalnego brata Miriam". Heso miał tylko jedno dziecko, był tego pewny. Ewentualnie mogłoby się okazać, że Miriam jest z ciąży bliźniaczej. Tak, pewnie chodziło o to. W takim razie ma też syna. Wspaniale. Chociaż to słowo.... mentalnego... dziwne. Ale to pewnie Duchy się pomyliły. "Odnaleźć ostatniego Maga". Bezsensu, przecież on był Magiem, Tastina była Magiem. Bo chyba nie chodziło o... jeżeli tak, to w życiu im się nie uda. Heso nie chciał dopuścić do siebie tej myśli, ale wiedział, że trafił. Chodziło o Maga Żywiołów. Ostatniego Maga Żywiołów. Problem był taki, że cały ród Magów Żywiołów wymarł w Wielkiej Wojnie, a ich następca jeszcze nie został wybrany, więc jego znalezienie nie graniczy z cudem. Ono JEST cudem. "I pierwszego Jeźdźca". Jeźdźca czego? Ludzie jak i Magowie ujeżdżają już przecież wszystkie zwierzęta jakie się da. Konie, słonie, jednorożce, smoki. Smoki... chwila, chwila moment. Smoków mogą ujeżdżać TYLKO mężczyźni. Więc co, może ma znaleźć kobietę na smoku? To jest idiotyzm. Kobiety nie mogą podchodzić do smoków, co dopiero na nich jeździć. To bezsensowne, a poszukiwania absolutnie bezcelowe. Nie znajdą ani Maga Żywiołów, ani Jeźdźca smoków płci żeńskiej. I jeszcze jedno, "uważaj na Viriakich". Niby kto to są Viriacy? Tego pewnie dowie się podczas poszukiwań. Właśnie, poszukiwań. Czas je rozpocząć nim będzie za późno. Miriam będzie szukać brata. On znajdzie jakimś cudem pierwszego Jeźdźca. Ale nie może pozwolić Tastinie na samotną wyprawę. Jest za młoda i jeszcze nie umie posługiwać się mocą. Ba, ona nawet nie wie, że jest Magiem. Więc co z nią zrobić? Znajdzie dla niej innego Maga, opiekuna. Syn Tendena, tak, on powinien być dobry. Po kontemplowaniu przyszłości przyszła pora na działanie. Szybkie działanie.
piątek, 12 lipca 2013
ROZDZIAŁ 5
Szedł powoli, odkopując na boki wszystkie małe kamyczki, jakie stały mu na drodze. Mimo tego, że szedł ścieżką, była dość zarośnięta, wręcz dzika gdyż niewiele osób zapędzało się pod Mur. "Niewiele" to za dużo powiedziane. NIKT oprócz niego nie łaził pod Murem ani w jego okolicach, bo było to po prostu zbyt niebezpiecznie. Jedna, jedyna osoba w Hanaranii była na tyle głupia żeby zapędzić się do lasu otaczającego Mur. Tak, oczywiście był to Vokuel. Mimo tego że uchodził za powszechnie rozchwytywanego, elokwentnego towarzysza, to w głębi duszy zawsze czuł się kimś innym. Oczywiście, nawet w tej jego głębi, ego miał ogromne, budowane przez lata na pochwałach i zachwytach. Jednak w środku był mniej towarzyski, bardziej zamknięty w sobie. Jeszcze nie przeszedł Rytuału Dorosłości, ale czuł, że będzie spod znaku Orła, co zapewne będzie zdziwieniem dla wszystkich. Rytuał Dorosłości była to ceremonia, w której brało się udział w dniu dwudziestych drugich urodzin. Wtedy to pradawne Bóstwa zstępują na daną osobę w postaci duchów zwierząt, wytyczając mu drogę na całe życie. Vokuel nie chciał przechodzić przez Rytuał Dorosłości, a zbliżał się on wielkimi krokami. Nie chciał być marionetką w rękach pradawnych Bóstw. Jak na przykład "dostaniesz" orła, to oznacza, że jesteś wolnym, szybkim człowiekiem. Konia, znaczy, że żyjesz w "stadzie", jednak kochasz pęd. Dla Vokuela to nie było normalne, że ktoś każe mu coś robić albo nie robić. Takie zwierzę automatycznie sprawia z kim będziesz mieszkać, żyć, rozmawiać. Chore. Nienormalne. Idiotyczne. Nie do przyjęcia. Ale co mógł niby zrobić? Absolutnie nic. No, mógł się upić. Tak, to dobre wyjście. Chyba zabierze się za realizowanie tego planu gdy tylko wróci ze spaceru. Walić lekcje, Sinne, Milen, Kaspiana, całe życie. Nawet spacerować już mu się odechciało. Teraz chciał tylko utopić się w wódce, bo wszystko inne za słabe. Wódka była jego najlepszym przyjacielem, najwspanialszą kochanką i najdoskonalszą matką. Czując już na języku przedsmak ukojenia skołatanych nerwów, zawrócił i skierował się do ciemnej, brudnej speluny, gdyż tylko tam sprzedadzą alkohol nieletniemu Adeptowi Magii. Jakby ktoś go złapał, miałby strasznie przerąbane, zwłaszcza, że za kilka dni miał przejść przez ten cały Rytuał Dorosłości. O, to też jest powód do oblania. Bardzo dobry powód. Trzymając ręce w kieszeniach, kopniakiem otworzył sobie drewniane drzwi. Wnętrze mordowni wyglądało ohydnie i odrażająco. Drewniane, wilgotne ściany przesiąknięte zapachem piwa i taniej wódki były gdzie nie gdzie połatane szmatami i ścierkami. Ławy były to skrzynki (po piwie oczywiście), które skrzypiały i trzeszczały przy najmniejszym nawet ruchu, a podczas pijackich burd służyły za arsenał. Podłogi nie było, tylko goła ziemia, udeptana przez gości, których wbrew pozorom było naprawdę dużo. Inna sprawa, że zapewne niewielu z nich pamiętało wycieczki do tej nory. Vokuel też ich nie pamiętał. Czasem dowiedział się czegoś od Kaspiana, albo od jakiegoś innego kolegi, ewentualnie od jakiejś dziewczyny.
-Co, Vokuel? To co zwykle, przyjacielu?- zapytał brzuchaty właściciel kramu podając swojej ślicznej, rudej córce kufel z piwem.
-Tak Nikonelu. Co u ciebie, Harietto?- zagaił Vokuel obrzucając córkę karczmarza przeciągłym spojrzeniem, które sprawiło, że nieśmiała dziewczyna zarumieniła się.
-Dobrze, dobrze, starczy tych zalotów. Ja wiem jak to z tobą jest, Vokuelu. Siadaj lepiej i pij, a ty Hari do roboty, już.
Dziewczyna znów się zarumieniła i odeszła szybkim krokiem do rozwalonego na drewnianym "stole" mężczyzny.
Vokuel usiadł na jednej ze skrzynek i oparł głowę o zapleśniałą ścianę. Zamknął oczy i pociągnął nosem, żeby przyzwyczaić się do panującego wokół smrodu. Nagle ktoś zwalił się na jego kolana, a Vokuel zdążył zrzucić z siebie upitego w sztos mężczyznę zanim zwymiotował na podłogę.
-Tak chcesz skończyć?- zaśmiał się cicho ktoś siedzący obok niego
-Nie, a czemu miałbym chcieć?- zapytał Vokuel nieznajomego mężczyzny
-Tak się zachowujesz. Wczoraj też tu piłeś. I to z niebrzydką panienką- Wyśmiał go ktoś sarkastycznie
-A ty co? Śledzisz mnie?- odparł Vokuel odwracając się w stronę nieznanego mu mężczyzny.
-Śledzę ludzi, do których mam jakiś interes.- westchnął podejrzanie wyglądający facet
-A jakiż to możesz mieć do mnie interes?- zapytał bez zainteresowania
-Będziemy rozmawiali tutaj?- zdziwił się typek
-Oczywiście- uśmiechnął się delikatnie Vokuel
-Dobrze- dał za wygraną mężczyzna- Mam do ciebie sprawę
-Już to wiem. O co chodzi?- zapytał znowu, odrzucając włosy do tyłu
-Chcę cię przed kimś ostrzec.- odparł cicho facet
-Przed kim niby, co?- warknął Vokuel
-Przed człowiekiem imieniem Heso
-Co, Vokuel? To co zwykle, przyjacielu?- zapytał brzuchaty właściciel kramu podając swojej ślicznej, rudej córce kufel z piwem.
-Tak Nikonelu. Co u ciebie, Harietto?- zagaił Vokuel obrzucając córkę karczmarza przeciągłym spojrzeniem, które sprawiło, że nieśmiała dziewczyna zarumieniła się.
-Dobrze, dobrze, starczy tych zalotów. Ja wiem jak to z tobą jest, Vokuelu. Siadaj lepiej i pij, a ty Hari do roboty, już.
Dziewczyna znów się zarumieniła i odeszła szybkim krokiem do rozwalonego na drewnianym "stole" mężczyzny.
Vokuel usiadł na jednej ze skrzynek i oparł głowę o zapleśniałą ścianę. Zamknął oczy i pociągnął nosem, żeby przyzwyczaić się do panującego wokół smrodu. Nagle ktoś zwalił się na jego kolana, a Vokuel zdążył zrzucić z siebie upitego w sztos mężczyznę zanim zwymiotował na podłogę.
-Tak chcesz skończyć?- zaśmiał się cicho ktoś siedzący obok niego
-Nie, a czemu miałbym chcieć?- zapytał Vokuel nieznajomego mężczyzny
-Tak się zachowujesz. Wczoraj też tu piłeś. I to z niebrzydką panienką- Wyśmiał go ktoś sarkastycznie
-A ty co? Śledzisz mnie?- odparł Vokuel odwracając się w stronę nieznanego mu mężczyzny.
-Śledzę ludzi, do których mam jakiś interes.- westchnął podejrzanie wyglądający facet
-A jakiż to możesz mieć do mnie interes?- zapytał bez zainteresowania
-Będziemy rozmawiali tutaj?- zdziwił się typek
-Oczywiście- uśmiechnął się delikatnie Vokuel
-Dobrze- dał za wygraną mężczyzna- Mam do ciebie sprawę
-Już to wiem. O co chodzi?- zapytał znowu, odrzucając włosy do tyłu
-Chcę cię przed kimś ostrzec.- odparł cicho facet
-Przed kim niby, co?- warknął Vokuel
-Przed człowiekiem imieniem Heso
czwartek, 11 lipca 2013
ROZDZIAŁ 4
W tym rozdziale mogą znaleźć się przekleństwa, więc jeżeli "gryzie" Cię to jako czytelnika, to lepiej nie czytaj tego rozdziału :)
Młody mężczyzna spał twardym snem. Kaspian wiedział, że nie może tak zostawić upitego kolegi. Nie po tym, jak Vokuel uratował mu tyłek. A zresztą, był jego przyjacielem. Przyjaciela w takich sytuacjach się nie zostawia. Gdyby Kaspian był wredny, po prostu przepuścił by przez jego ciało iskrę prądu. Ale nie, nie tym razem, uśmiechnął się pod nosem, wyobrażając sobie Vokuela rażonego słabym wyładowaniem energetycznym.
-Wstawaj, idioto.- warknął cicho potrząsając brutalnie przyjacielem
Odpowiedziało mu tylko przeciągłe jęknięcie i stłumiony oddech kumpla.
-Będziemy mieli oboje problemy, kretynie!- wrzasnął zrzucając go z łóżka
Głuche uderzenie o podłogę powinno obudzić nawet pijanego, ale nie jeżeli był nim Vokuel. Głowę to on miał nie od parady, wypić potrafił naprawdę dużo. Ale kaca potem miał okrutnego. Kaspian przestał przebierać w pół środkach. Chwycił przyjaciela za skronie i przy pomocy małej ilości mocy spowodował iluzyjne "tonięcie" tak, że Vokuel obudził się natychmiast czując jakby woda wlewała się w jego płuca.
-Odwaliło ci idioto?!- wrzasnął Vokuel próbując otrzepać się z iluzorycznej wody
-Nie wyglądasz najlepiej- zacmokał z ironicznym uśmieszkiem Kaspian
-Jesteś debilem!- krzyknął wstając z podłogi
Kaspian patrzył na niego krytycznie, z lekkim niepokojem.
-I czego się gapisz?!- warknął potrząsając gniewnie włosami
-Staczasz się, przyjacielu- westchnął przyglądając się Vokuelowi
-To nie ja cię topię kiedy śpisz- sapnął zapinając koszulę
Vokuel był adeptem piątego roku na Uniwersytecie Wiedzy Magicznej, tak jak Kaspian.
Mimo że byli bardzo blisko spokrewnieni, Vokuel nie był podobny do Kaspiana. Miał złotą grzywę i dziwne, fioletowe oczy, w których topiły się wszystkie adeptki. Oprócz tego Vokuel był draniem. Tak, to słowo najlepiej go opisywało. Najbardziej to było widać w jego kontaktach z kobietami, zwłaszcza w tym samym wieku.
-Idziemy?- jęknął Vokuel przeczesując włosy dłonią
-Zapnij tą koszulę do końca i zrób coś z włosami, bo wyglądasz jakbyś od kogoś z łóżka wylazł.- skarcił go Kaspian
-Ja zawsze wyglądam fantastycznie- odburknął zarzucając blond włosami
-Twoje ego też jak zwykle jest fantastyczne- westchnął Kaspian przyczesując włosy
-Jesteś moim bratem, a jesteś ZUPEŁNIE inny niż ja- jęknął chłopak dopinając koszulę i wygładzając ją na piersiach.
To była prawda. Kaspian był wysokim szatynem o dużych, błękitnych oczach. Nie narzekał nigdy na brak zainteresowania płci przeciwnej, ale na pewno nie miał takiego powodzenia jak jego złotowłosy brat. Charaktery też mieli inne. Mimo że byli bliźniakami, to Kaspian był takim typowym, starszym bratem. Spokojnym, inteligentnym i miłym chłopakiem do pogadania, ale do flirtowania niekoniecznie. Dobry przyjaciel ale nic więcej. Nie to co Vokuel. On potrząsnął włosami i już miał dziewczynę przy boku (lub w łóżku).
-Zbierajmy się. Sinna pewnie na mnie czeka- jęknął Vokuel.
-Wczoraj jakoś o niej nie pamiętałeś.- westchnął jego brat- Czekaj,czekaj... może to dlatego, że Milen siedziała ci na kolanach i popijała twoją wódkę...?- zapytał głosem aż ociekającym od sarkazmu
-Co? Nie... - wyjęczał zamykając swoje fioletowe oczy
-Przydałaby ci się stała dziewczyna- podpowiedział mu
-Co ty nie powiesz?- westchnął- Idę się przejść...-burknął Vokuel biorąc do ręki buta
-No a Sinna?- zaniepokoił się Kaspian
-I tak już pewnie wie. I tak pewnie mnie zabije. I tak pewnie skończyłem w łóżku z Milen.- odparł wzruszając ramionami.
-Idziesz pod Mur?- zapytał nie czekając na odpowiedź- Wiesz, że nie wolno
-Mam to w dupie- warknął i trzasnął drzwiami
-Co za dziecko- westchnął Kaspian i zabrał się do ścielenia łóżka brata
Mimo że byli bardzo blisko spokrewnieni, Vokuel nie był podobny do Kaspiana. Miał złotą grzywę i dziwne, fioletowe oczy, w których topiły się wszystkie adeptki. Oprócz tego Vokuel był draniem. Tak, to słowo najlepiej go opisywało. Najbardziej to było widać w jego kontaktach z kobietami, zwłaszcza w tym samym wieku.
-Idziemy?- jęknął Vokuel przeczesując włosy dłonią
-Zapnij tą koszulę do końca i zrób coś z włosami, bo wyglądasz jakbyś od kogoś z łóżka wylazł.- skarcił go Kaspian
-Ja zawsze wyglądam fantastycznie- odburknął zarzucając blond włosami
-Twoje ego też jak zwykle jest fantastyczne- westchnął Kaspian przyczesując włosy
-Jesteś moim bratem, a jesteś ZUPEŁNIE inny niż ja- jęknął chłopak dopinając koszulę i wygładzając ją na piersiach.
To była prawda. Kaspian był wysokim szatynem o dużych, błękitnych oczach. Nie narzekał nigdy na brak zainteresowania płci przeciwnej, ale na pewno nie miał takiego powodzenia jak jego złotowłosy brat. Charaktery też mieli inne. Mimo że byli bliźniakami, to Kaspian był takim typowym, starszym bratem. Spokojnym, inteligentnym i miłym chłopakiem do pogadania, ale do flirtowania niekoniecznie. Dobry przyjaciel ale nic więcej. Nie to co Vokuel. On potrząsnął włosami i już miał dziewczynę przy boku (lub w łóżku).
-Zbierajmy się. Sinna pewnie na mnie czeka- jęknął Vokuel.
-Wczoraj jakoś o niej nie pamiętałeś.- westchnął jego brat- Czekaj,czekaj... może to dlatego, że Milen siedziała ci na kolanach i popijała twoją wódkę...?- zapytał głosem aż ociekającym od sarkazmu
-Co? Nie... - wyjęczał zamykając swoje fioletowe oczy
-Przydałaby ci się stała dziewczyna- podpowiedział mu
-Co ty nie powiesz?- westchnął- Idę się przejść...-burknął Vokuel biorąc do ręki buta
-No a Sinna?- zaniepokoił się Kaspian
-I tak już pewnie wie. I tak pewnie mnie zabije. I tak pewnie skończyłem w łóżku z Milen.- odparł wzruszając ramionami.
-Idziesz pod Mur?- zapytał nie czekając na odpowiedź- Wiesz, że nie wolno
-Mam to w dupie- warknął i trzasnął drzwiami
-Co za dziecko- westchnął Kaspian i zabrał się do ścielenia łóżka brata
Hej kochani! :)
Hej moi kochani :)
Chciałam Wam tylko powiedzieć, że za poradą pewnej innej blogerki (http://wojna-elfow.blogspot.com/) postanowiłam zamówić szablon na mojego bloga :) Mam nadzieję, że przyjmą moje zamówienie i będziecie mieli miłą niespodziankę :)
Mam nadzieję, że się cieszycie :)
Chciałam Wam tylko powiedzieć, że za poradą pewnej innej blogerki (http://wojna-elfow.blogspot.com/) postanowiłam zamówić szablon na mojego bloga :) Mam nadzieję, że przyjmą moje zamówienie i będziecie mieli miłą niespodziankę :)
Mam nadzieję, że się cieszycie :)
środa, 10 lipca 2013
ROZDZIAŁ 3
Tastina patrzyła zaciekawionymi oczami na dziewczynę siedzącą na przeciwko niej. Jak się okazało, miała ona na imię Miriam, i przyszła tu z powodu Zelen, o której Tastina nigdy wcześniej nie słyszała. Za to Heso musiał słyszeć o tej istocie. Trzeba użyć tego słowa, gdyż młoda wojowniczka nie miała pojęcia czy Zelen jest człowiekiem, wampirem czy może Orelicą. Miriam siedziała z podkurczonymi nogami, oplatając rękoma kolana i pukając palcami o łydki. Tastina w końcu nie wytrzymała i przerwała milczenie.
-Chcesz coś do picia?- zapytała z ładnym, niepasującym do zabójczyni uśmiechem
-Nie, dzięki.- odparła cicho patrząc na swoje paznokcie
-A może chcesz coś zjeść?- drążyła dalej trzepocząc rzęsami
-Nie- odparła z mocą w głosie
Zraniona dosadną i niegrzeczną odpowiedzią, Tastina umilkła.
Siedziały tak dalej w ciążącym Tastinie milczeniu. Każda z nich patrzyła w jakiś punkt, oddalony od tej drugiej o co najmniej dwanaście kciuków. Siedziałby tak skrępowane jeszcze długi czas, gdyby nie to, że Heso wypadł nagle zza drzew swoim zwinnym, szybkim krokiem. Miriam podniosła szybko głowę, niczym koń swój łeb i potrząsnęła włosami niby grzywą.
-Jesteś spod znaku konia?- zapytała Tastina, ale ugryzła się w język. Niestety, za późno.
Miriam spojrzała na nią ze zdziwieniem i już otwierała usta, żeby wyrazić swoje zagubienie, jednak Heso ubiegł ją.
-Kiedy indziej będzie czas na tłumaczenie takich hanarańskich głupot.- odparł miażdżąc wzrokiem swoją podopieczną.
-Przepraszam- wyszeptała Tastina spuszczając wzrok.
Heso spojrzał z góry na dwie młode kobiety.
-Miriam, ile masz lat?- zapytał pochylając się nad dziewczyną z Kalaari
-Siedemnaście- odparła nie patrząc na mężczyznę
-O, pradawna Bogini... dlaczego teraz?- wyszeptał wznosząc oczy ku niebu
Miriam wstała szybko i obrzuciła go gniewnym spojrzeniem
-Dość!- krzyknęła- Albo natychmiast powiecie mi, po co tu jestem i kim jesteście, albo wyprowadźcie mnie z tego lasu!- nakręcała się coraz bardziej, krzycząc coraz głośniej i głośniej.
-Uspokój się dziewczyno!- przekrzyczał ją i usadził brutalnie na ziemi
-Nie uspokoję się!- wrzasnęła i kopnęła go w ramię. Pozwolił na to, żeby nie denerwować jej jeszcze bardziej przymusowym "usadzeniem". Heso spojrzał na Tastinę. Tylko ona mogła tu pomóc.
Tastina podeszła powoli i dotknęła ramienia agresywnej dziewczyny. Miriam przestała się awanturować i osunęła się na ziemię z cichym jękiem. Tastina spojrzała na wuja dużymi oczami.
-Jeszcze nie była gotowa.- odparł patrząc w oczy bratanicy
-Powiedz mi. Powiedz mi Heso, co się dzieje.- rzekła z mocą dziewczyna
-Ona... to moja córka- powiedział cicho wskazując na leżącą na ziemi młodą kobietą
-Co?!- krzyknęła cicho Tastina
-Ona jest jedyną jasną czarownicą na tym świecie
-Ona jedyna nas ocali przed zemstą pradawnej Bogini.- wyszeptała -Nadchodzi koniec
-Chcesz coś do picia?- zapytała z ładnym, niepasującym do zabójczyni uśmiechem
-Nie, dzięki.- odparła cicho patrząc na swoje paznokcie
-A może chcesz coś zjeść?- drążyła dalej trzepocząc rzęsami
-Nie- odparła z mocą w głosie
Zraniona dosadną i niegrzeczną odpowiedzią, Tastina umilkła.
Siedziały tak dalej w ciążącym Tastinie milczeniu. Każda z nich patrzyła w jakiś punkt, oddalony od tej drugiej o co najmniej dwanaście kciuków. Siedziałby tak skrępowane jeszcze długi czas, gdyby nie to, że Heso wypadł nagle zza drzew swoim zwinnym, szybkim krokiem. Miriam podniosła szybko głowę, niczym koń swój łeb i potrząsnęła włosami niby grzywą.
-Jesteś spod znaku konia?- zapytała Tastina, ale ugryzła się w język. Niestety, za późno.
Miriam spojrzała na nią ze zdziwieniem i już otwierała usta, żeby wyrazić swoje zagubienie, jednak Heso ubiegł ją.
-Kiedy indziej będzie czas na tłumaczenie takich hanarańskich głupot.- odparł miażdżąc wzrokiem swoją podopieczną.
-Przepraszam- wyszeptała Tastina spuszczając wzrok.
Heso spojrzał z góry na dwie młode kobiety.
-Miriam, ile masz lat?- zapytał pochylając się nad dziewczyną z Kalaari
-Siedemnaście- odparła nie patrząc na mężczyznę
-O, pradawna Bogini... dlaczego teraz?- wyszeptał wznosząc oczy ku niebu
Miriam wstała szybko i obrzuciła go gniewnym spojrzeniem
-Dość!- krzyknęła- Albo natychmiast powiecie mi, po co tu jestem i kim jesteście, albo wyprowadźcie mnie z tego lasu!- nakręcała się coraz bardziej, krzycząc coraz głośniej i głośniej.
-Uspokój się dziewczyno!- przekrzyczał ją i usadził brutalnie na ziemi
-Nie uspokoję się!- wrzasnęła i kopnęła go w ramię. Pozwolił na to, żeby nie denerwować jej jeszcze bardziej przymusowym "usadzeniem". Heso spojrzał na Tastinę. Tylko ona mogła tu pomóc.
Tastina podeszła powoli i dotknęła ramienia agresywnej dziewczyny. Miriam przestała się awanturować i osunęła się na ziemię z cichym jękiem. Tastina spojrzała na wuja dużymi oczami.
-Jeszcze nie była gotowa.- odparł patrząc w oczy bratanicy
-Powiedz mi. Powiedz mi Heso, co się dzieje.- rzekła z mocą dziewczyna
-Ona... to moja córka- powiedział cicho wskazując na leżącą na ziemi młodą kobietą
-Co?!- krzyknęła cicho Tastina
-Ona jest jedyną jasną czarownicą na tym świecie
-Ona jedyna nas ocali przed zemstą pradawnej Bogini.- wyszeptała -Nadchodzi koniec
wtorek, 9 lipca 2013
Hej kochani
Słuchajcie, dodałam już dwa niekrótkie rozdziały, widzę, że wyświetleń też troszeczkę przybyło więc mam do Was wielką prośbę. Jeżeli wchodzicie, to czytajcie, a jeżeli czytacie, to skomentujcie. Proszę Was. Piszę specjalnie dla Was, i bardzo bym chciała, żebyście dali mi jakiś odzew, znak, że czytacie, że jesteście. Zawsze możecie wbijać na mojego Twittera: IamMarettka
Z góry dzięki kochani :*
Z góry dzięki kochani :*
ROZDZIAŁ 2
Tastina ocknęła się wraz ze wschodzącym słońcem, jak zwykle zresztą. Przeciągnęła się i w świetle porannych promieni słonecznych wyszła ze swojego pokoju. Pokój to określenie trochę na wyrost. Była to raczej ciasna klitka z nagimi, skalnymi ścianami, na środku której stało drewniane łóżko. Było dość duże, ale dla kogoś nie przyzwyczajonego mogłoby być tak niewygodne, że trafniejszą nazwą byłoby: narzędzie tortur. Tastina była jednak wychowywana w takich warunkach odkąd jej ojciec zginął, gdy miała niespełna siedem pełni. Dziewczyna wyszła z Muru i pobiegła w stronę strumyka. Szczerze nienawidziła mycia się rano w lodowatej wodzie. Jej wuja mówił zawsze, że to pobudzi krążenie, i sprawi, że stanie się nie czuła na zimno. Jakoś nie chciała w to wierzyć, marzła przy każdej lepszej okazji, i, zdaniem wuja, tym się zdradzała. Podobno istnieją istoty, które wyczuwają niską temperaturę ciała. Chociaż trudno w to uwierzyć, Tastina słuchała wuja. Nie musiała wiązać włosów, wuj dawno już kazał jej je ściąć na krótko, bo długie włosy przeszkadzają w walce. Tego też dziewczyna żałowała, bo zawsze chciała mieć długie, gęste włosy do połowy pleców. Teraz tylko wskoczyła szybko do strumyka i spłukała całe ciało przerażająco zimną wodą. Zagryzając zęby zanurzyła głowę w strumyku, po czym podniosła ją szybko łapiąc spazmatycznie powietrze.
Wyskoczyła szybko, ciesząc się, że to już koniec taplania się w lodzie. Nie wycierała się, bo i po co?
Ubrała tylko miękką, bawełnianą tunikę i sztywne spodnie ze skóry. Dziewczyna przejechała dłonią po włosach i przebiegła się szybko po lesie. Takie poranne bieganie nastawiało ją dobrze na cały dzień. Wolałaby biegać całymi dniami niż ćwiczyć się w sztukach walki., w których i tak nie była dobra. To znaczy, wuja mówił, że dobrze jej idzie, ale nie cierpiała walczyć i udawać, że nie czuje ani bólu, ani zimna, ani gorąca. TO było nie do zniesienia. Po bieganiu powinna zjeść, ale dziś nie była szczególnie głodna. A powinna być. Postanowiła, że dziś wyjątkowo pójdzie najpierw na trening, a potem coś zje, chociaż wiedziała,że jej wuja - Heso, nie będzie tym zachwycony. "Bo prawdziwy wojownik je przed bitwą, żeby na wojnie głodnym nie być". Znaczyło to dla niej tyle, że ma jeść rano, bo reszta dnia ma być poświęcona na trening. Wbiegła szybko do Muru i stanęła jak wryta. Wzdłuż Muru chodziła wysoka, ładna dziewczyna, ewidentnie z Ciemnej Strony. Przechadzała się powoli, rozglądając się nerwowo. Podskakiwała na najcichszy dźwięk łamanej gałęzi, poruszenie zwierzęcia. Tastina zakradła się za nią bezszelestnie, aby jej dodatkowo nie wystraszyć. Powinna ją zabić, tak, jak kazał wuja. NIKT nie może się dowiedzieć, że żyją w Murze, więc każdy kto się tu zapuści ma być zabity. Miriam przyjrzała się bliżej zagubionej dziewczynie. Miała długie, ciemne włosy. Takie, jakie Tastina zawsze chciała mieć. Była wysoka i bardzo szczupła, wręcz chuda. Pewnie dawno nic nie jadła, jak wiele młodych osób w Kalaari. Podeszła jeszcze bliżej, mimo że nie powinna. Ta dziewczyna Powinna już nie żyć, powinna leżeć w kałuży własnej krwi pod nogami Tastiny. Jednak dziewczyna nie zamierzała robić jej krzywdy. Myślała nawet czy jej nie pomóc, zaprowadzić do najbliższej wioski, żeby się nie zgubiła jeszcze bardziej. Jej rozmyślania przerwał krzyk śledzonej przez nią dziewczyny. Tastina zobaczyła tylko jak jej wuj, mimo starszawego wieku atakuje zagubioną dziewczynę i przystawiając jej nóż do gardła sadza ją brutalnie na ziemi.
-Kim jesteś, dziecko?- warknął mężczyzna potrząsając ją za włosy
-Heso, zostaw ją!- zawołała dziewczyna z przerażeniem obserwująca rozwój sytuacji
-Bądź cicho, Tastino. Z tobą porozmawiam w domu!
-Zostaw mnie człowieku!- wrzasnęła dziewczyna na ziemi kopiąc na oślep i wyrywając się z uścisku silnych rąk mężczyzny
-Czego tu szukasz?- zagrzmiał znowu nią potrząsając
-Kazała mi tu przyjść...- zaczęła cicho przytrzymywana dziewczyna
-Kto, dziecko?! Kto kazał ci tu przyjść?!- wrzasnął mężczyzna schylając się nad dziewczyną
-Zelen...-wyjęczała zwijając się z bólu
-Miriam?- zapytał cicho, z niedowierzeniem
Leżąca na ziemi dziewczyna podniosła głowę ze zdziwieniem
-Tak, skąd wiesz?- zapytała przypatrując się mu z szeroko otwartymi oczami
-Zaczęło się- wyszeptał patrząc niewidzącymi oczami w dal
Wyskoczyła szybko, ciesząc się, że to już koniec taplania się w lodzie. Nie wycierała się, bo i po co?
Ubrała tylko miękką, bawełnianą tunikę i sztywne spodnie ze skóry. Dziewczyna przejechała dłonią po włosach i przebiegła się szybko po lesie. Takie poranne bieganie nastawiało ją dobrze na cały dzień. Wolałaby biegać całymi dniami niż ćwiczyć się w sztukach walki., w których i tak nie była dobra. To znaczy, wuja mówił, że dobrze jej idzie, ale nie cierpiała walczyć i udawać, że nie czuje ani bólu, ani zimna, ani gorąca. TO było nie do zniesienia. Po bieganiu powinna zjeść, ale dziś nie była szczególnie głodna. A powinna być. Postanowiła, że dziś wyjątkowo pójdzie najpierw na trening, a potem coś zje, chociaż wiedziała,że jej wuja - Heso, nie będzie tym zachwycony. "Bo prawdziwy wojownik je przed bitwą, żeby na wojnie głodnym nie być". Znaczyło to dla niej tyle, że ma jeść rano, bo reszta dnia ma być poświęcona na trening. Wbiegła szybko do Muru i stanęła jak wryta. Wzdłuż Muru chodziła wysoka, ładna dziewczyna, ewidentnie z Ciemnej Strony. Przechadzała się powoli, rozglądając się nerwowo. Podskakiwała na najcichszy dźwięk łamanej gałęzi, poruszenie zwierzęcia. Tastina zakradła się za nią bezszelestnie, aby jej dodatkowo nie wystraszyć. Powinna ją zabić, tak, jak kazał wuja. NIKT nie może się dowiedzieć, że żyją w Murze, więc każdy kto się tu zapuści ma być zabity. Miriam przyjrzała się bliżej zagubionej dziewczynie. Miała długie, ciemne włosy. Takie, jakie Tastina zawsze chciała mieć. Była wysoka i bardzo szczupła, wręcz chuda. Pewnie dawno nic nie jadła, jak wiele młodych osób w Kalaari. Podeszła jeszcze bliżej, mimo że nie powinna. Ta dziewczyna Powinna już nie żyć, powinna leżeć w kałuży własnej krwi pod nogami Tastiny. Jednak dziewczyna nie zamierzała robić jej krzywdy. Myślała nawet czy jej nie pomóc, zaprowadzić do najbliższej wioski, żeby się nie zgubiła jeszcze bardziej. Jej rozmyślania przerwał krzyk śledzonej przez nią dziewczyny. Tastina zobaczyła tylko jak jej wuj, mimo starszawego wieku atakuje zagubioną dziewczynę i przystawiając jej nóż do gardła sadza ją brutalnie na ziemi.
-Kim jesteś, dziecko?- warknął mężczyzna potrząsając ją za włosy
-Heso, zostaw ją!- zawołała dziewczyna z przerażeniem obserwująca rozwój sytuacji
-Bądź cicho, Tastino. Z tobą porozmawiam w domu!
-Zostaw mnie człowieku!- wrzasnęła dziewczyna na ziemi kopiąc na oślep i wyrywając się z uścisku silnych rąk mężczyzny
-Czego tu szukasz?- zagrzmiał znowu nią potrząsając
-Kazała mi tu przyjść...- zaczęła cicho przytrzymywana dziewczyna
-Kto, dziecko?! Kto kazał ci tu przyjść?!- wrzasnął mężczyzna schylając się nad dziewczyną
-Zelen...-wyjęczała zwijając się z bólu
-Miriam?- zapytał cicho, z niedowierzeniem
Leżąca na ziemi dziewczyna podniosła głowę ze zdziwieniem
-Tak, skąd wiesz?- zapytała przypatrując się mu z szeroko otwartymi oczami
-Zaczęło się- wyszeptał patrząc niewidzącymi oczami w dal
poniedziałek, 8 lipca 2013
ROZDZIAŁ 1
Rozdział 1
Młoda dziewczyna wracała ciemnymi ulicami do domu, omijając sterty śmieci i oświetlając sobie drogę małą latareczką. Nie miała nic przeciwko wracaniu do domu w ciemnościach, lubiła je. Może mniej przepadała za podejrzanymi ludźmi stojącymi na rogach. To tu, to tam w brudnych kamienicach przemknął jakiś cień. Miriam dobrze wiedziała co to. Wampiry. Już dawno opuściły tutejsze lasy, i zaczęły żerować w mieście.
Kalaaria była niebezpieczną krainą dla kogoś, kto nie był obeznany z panującymi tu zasadami. A było ich aż jedna: PRZEŻYĆ. Co w innych miejscach może wydawać się proste, w Kalaari mogło być trudne, jeśli nie niemożliwe. Miriam jednak się tu wychowywała, i nie było możliwości, żeby czegoś nie wiedziała o tym miejscu. Nie znaczyło to, że była do niego w jakiś sentymentalny sposób przywiązana, bo to ta jak by być przywiązanym do sterty gnijących ambicji i marzeń. A i jednego i drugiego dziewczyna miała dużo. Więcej niż kilkoro jej znajomych razem wziętych. Od razu po pracy powinna chodzić do domu, jak oni, ale nigdy tego nie robiła. Zawsze najpierw szła do lasu. Gdyby ktoś z jej rodziny się dowiedział, najpierw dostałby zawału, a potem zamknąłby ją w pokoju na najbliższe czterdzieści lat. Nie liczyła się z konsekwencjami, ponieważ nikt nie zauważał jej nieobecności w domu. Miała cztery siostry i dwóch braci. Matka nawet różnicy nie odczuwała, gdy najstarsze z jej dzieci znikało. Teraz Miriam szła do lasu żeby spotkać się z Zelen. Zelen była pół-wróżką mieszkającą na skraju lasu. Wróżki w tej okolicy dawno wyginęły, przynajmniej tak uważano, a jedyną osobą z ich krwią była właśnie Zelen. Dziewczyna szybko doszła do linii lasu i przekroczyła go z niespotykaną u śmiertelników pewnością i odwagą. Nie przestraszył jej nawet szelest liści spowodowany szybkimi ruchami dellociego-człowieka zamienionego w jakieś małe zwierzę przez wiedźmę za naruszenie jej terenu. Miriam przebiegła szybko między drzewami, osłaniając się przed chłoszczącymi ją po twarzy liśćmi.
Dobiegła do małego oczka wodnego, nad którym rosła wspaniała wierzba o imponujących rozmiarach.
-Zelen!- zawołała, stojąc nad brzegiem -Zelen!
Po chwili ciszy zza drzewa rozległo się cichutkie wołanie.
-Miriam, chodź... chodź... chodź...- przywoływał ją szept hybrydy
-Zelen? Zelen, wszystko w porządku?- wołała dziewczyna, przedzierając się przez gałęzie wierzby. Odpowiedziała jej głucha cisza, która przyprawiła ją o dreszcze. Pobiegła za drzewo w poszukiwaniu przyjaciółki. Z radością zauważyła ją. Z mniejszą radością zauważyła, że hybryda leży rozciągnięta na ziemi i ledwo oddycha.
-Zelen! Zelen, co się stało?!- Dziewczyna uklękła szybko przy przyjaciółce i odwróciła ją na plecy.
-Nic, Miriam. To po prostu krąg życia- uśmiechnęła się przepięknie pół-wróżka.
-Co ty gadasz, Zelen? Jesteś w połowie nieśmiertelna!- jęknęła dziewczyna potrząsając delikatnie przyjaciółką
-W połowie Miriam, w połowie. Wiesz, kiedy umierają takie, jak my?- zakaszlała hybryda
-O czym ty w ogóle mówisz? Jeszcze wczoraj wszystko było w porządku... Jeszcze wczoraj byłaś zdrowa!
-Dziś w nocy będzie siódma pełnia.- wycharczała cicho-Siódma pełnia z tajemnicą...
-Zelen, z jaką tajemnicą...? Jaka siódma pełnia? Co ty bredzisz?!- dziewczyna krzyczała ze łzami w oczach
-Nie jesteś tym... kim myślisz...- odparła spokojnie Zelen. Miriam wpatrywała się w przyjaciółkę nic nie rozumiejącymi oczami.
-Idź pod Mur. Dziś w nocy...- nakazała jej hybryda-Idź... proszę...
-Zelen! Zelen, o czym ty mówisz?!
-Jesteś czystej krwi jasną czarownicą- wyszeptała pół-wróżka i zamilkła. Na zawsze.
Miriam jeszcze długo krzyczała nad ciałem przyjaciółki, potrząsając nim i płacząc. Nie rozumiała tego, co Zelen jej przed chwilą powiedziała. Nie wiedziała nic. I mimo tego, że wiedziała jak bardzo to niebezpieczne, mimo że mogła to być ostatnia rzecz, jaką by zrobiła w życiu, postanowiła pójść pod Mur. Tylko dla Zelen.
Hej!
Na początku Wam powiem, że od dawna pisałam dużo, ale jeszcze nigdy się tym z nikim nie dzieliłam. Jesteście pierwsi, i oby nie ostatni ;)
Większość moich bohaterów wykreowałam sama, jednak kilku z nich znajduje odzwierciedlenie w moim życiu prywatnym. Rozdziały będę się starała dodawać dwa razy w tygodniu, ale wiecie, nic nie obiecuję.
To... życzę miłego czytania, i mam nadzieję, że Wam się spodoba :)
Główni bohaterowie:
Miriam
17-letnia dziewczyna, mieszkająca po Ciemnej Stronie, nazywanej przez mieszkańców Kalaarią.
Vokuel
21-letni chłopak, żyjący po Jasnej Stronie zwanej Hanaranią.
Tastina
15-letnia dziewczyna, mieszkająca wraz z wujem w Murze, szkolona na zabójczynię przez brata swojego ojca
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)