Słowo “zawieszenie“ samo ciśnie się na usta, tak jak i na klawiaturę. Co mam mówić? Zawieszam i tyle. Może kiedyś wznowię, może sobie odpuszczę. ZOBACZYMY. Na razie się z Wami żegnam.
This better world ...
A gdyby ktoś miał wybierać między twoim światem, a czyimś? A gdyby miał zniszczyć ten gorszy? A gdybyś tylko TY i zupełnie nieznany ci człowiek mógł uratować oba światy?
środa, 2 października 2013
środa, 14 sierpnia 2013
UWAGA, UWAGA!!
Ja wiem, że są wakacje. Ja wiem, że mało czasu na cokolwiek. Ja to wszystko wiem. Jednak ja w te wakacje znajduję dla Was czas i piszę. Układ więc jest taki: nie będzie rozdziału, jak nie będzie trzech komentarzy. Nie wymagam od Was wiele, bo czytałam już blogi na których było mówione, że ma być ich dziesięć lub dwanaście. Ja chcę trzech. Jak ich nie będzie, to rozdział i tak będzie dodany, ale po dłuuuuugiej przerwie, nawet, jeślu będzie już napisane. To tyle kochani ;*
Pozdrawiam Was
środa, 7 sierpnia 2013
ROZDZIAŁ 14
Vokuel szedł powoli za tajemniczą dziewczyną i bratem, trzymając się od nich na odległość co najmniej dziesięciu kroków. Nie chciał słuchać o czym rozmawiają, do szczęścia wystarczał mu widok kolebiących się bioder przewodniczki. Sam szedł wolno, przeskakując nad wystającymi korzeniami starych drzew.
Ślicznotka odwracała się co jakiś czas, aby sprawdzić czy Vokuel nadal za nimi idzie. Zawsze gdy to robiła zakładał ręce na piersi i posyłał jej całusa wraz z wrednym uśmieszkiem, na co ona przewracała oczami z pięknym uśmiechem i obracała się znów do Kaspiana, aby zająć go swoją paplaniną.
-Daleko jeszcze?- warknął cicho Vokuel patrząc na otumanionego brata z pode łba.
-Och, panowie, jeszcze tylko trochę- zaśmiała się i obróciła tak, aby móc spojrzeć na pytającego.
-Oby- jęknął i przeskoczył nad jednym z większych korzeni.
Szliby dalej w milczeniu, gdyby ona ciągle nie gadała Kaspianowi o czymś tak mało ważnym, że Vokuel postanowił to ignorować. Nagle młoda piękność zatrzymała się i poczekała aż powolny chłopak do nich dołączy. Stanęła między nimi i spojrzała z kpiną na ich szeroko otwarte oczy i usta.
Stali na wysokiej skarpie, a pod nimi rozciągał się wielohektarowy płat ziemi otoczony rwącą rzeką. Rozłożone tam były dziesiątki tysięcy namiotów jeżeli nie więcej.
-To... jest Obóz?- westchnął cicho Kaspian patrząc w dół.
-Tak, panowie. TO jest Obóz. Cel naszej krótkiej podróży- powiedziała melodyjnie z jednym z piękniejszych uśmiechów na ustach.
-Nie najgorzej.- Vokuel szybko się pozbierał i zsunął się powolutku po stromym, wilgotnym zboczu.
Zjeżdżał wolno, hamując lewą nogą, aby nie upaść na twarz. Słyszał jak za nim ostrożnie zbiega jego brat i dziewczyna dla której ów chłopak stracił głowę. Vokuel szybko znalazł się na brzegu rzeki płosząc kobietę o dziwnym kolorze włosów. Nie zauważył nawet szczegółów jej twarzy. Ani koloru oczu, ani kształtu jej twarzy. Tylko te dziwne, czerwone włosy. Panna, która ich prowadziła miała ciemne włosy, które i tak były niespotykane w tej części świata, ale te czerwone jak krew... nigdy takich nie widział. Nigdy. Ciemnowłose co jakiś czas widywał, wzbudzały jego zainteresowanie, ale nie dziwiły. Ale ta...
-Zaczekaj!- zawołał podbiegając jeszcze bliżej szybko rwącej wody.
Jej płomienne włosy mignęły mu między trzcinami obrastającymi brzeg. Ruszył za nią szybko, przede wszystkim dlatego, że chciał zobaczyć twarz tej kobiety. Przeskoczył nad wąskim wąwozem i... poczuł jak spada. Po prostu poczuł jak leci, po czym wpada rozpędzony do wody. Czuł zimno wlewające się w jego płuca i ciemność ogarniającą jego oczy. Zamachał rękoma i otworzył oczy. Siedział na brzegu, w śród trzcin. Spazmatycznie łapał powietrze i wytrzeszczał oczy. Koło niego kucał Kaspian. W oczach brata Vokuel dostrzegł przerażenie i troskę.
-Nic mu nie będzie.- Zbagatelizowała sytuację ciemnowłosa dziewczyna stojąca tuż obok nich. Wbijała mu w ramię paznokcie, a gdy to sobie uświadomił, syknął cicho. Ślicznotka natychmiast odsunęła się od niego zaalarmowana jego jęknięciem. Vokuel rozejrzał się. Był suchy. Jego ubrania takie były, twarz, a nawet włosy.
-Co się stało?- zapytał łamiącym się głosem
-Ktoś mało przychylny obcym, potraktował cię bardzo silnym zaklęciem głębokiej wody.- odpowiedziała dziewczyna pochylając się nad nim i jego bratem.
-Mało przychylny?- warknął Vokuel - ściągasz nas tu i mówisz dopiero teraz, że są tu mało przychylne nam osoby? Nie można było wcześniej?!- chłopak był zły, a nawet wściekły. On mógł zginąć jeszcze zanim by wlazł do tego zasranego Obozu. O tym nie było mowy.
-Och, to nie tak, jak myślisz...- zaczęła się chaotycznie tłumaczyć dziewczyna.
-Siedź cicho- warknął chłopak, wstając gwałtownie. Kaspian słysząc to, syknął cicho oburzony tym, jak jego brat odnosi się do kobiety. -Jeśli to się powtórzy, to więcej nas tu nie zobaczysz, jasne?!- wywrzeszczał do niej. Nie wydawała się przestraszona jego wybuchem, tak, jak większość podobnych jej dziewcząt. Stała wyprostowana i patrzyła na niego z ognikami buntu w oczach.
-Nie szczekaj.- odpowiedziała mu, raniąc jego męskie ego -To, że jesteś na tyle głupi, żeby dać rzucić na siebie tak prosty czar, to nie moja wina, ani innych Obozowiczów. Wydajesz się być dużym chłopcem, więc zatroszcz się o siebie.- Odwróciła się na pięcie i zaczęła się wspinać na górę stromego brzegu rzeki. Kaspian tylko popatrzył wymownie na brata i pobiegł za dziewczyną. Vokuel odetchnął głęboko i rozejrzał się dookoła. Mimo tej całej historii pamiętał, dlaczego się tu znalazł. Pamiętał ognistowłosą dziewczynę skaczącą zwinnie wśród nadrzecznych kniei. Przyjrzał się linii brzegu jeszcze raz, jednak nie zdołał jej nigdzie wypatrzeć.
-Jeszcze cię znajdę- wyszeptał cicho, obracając się. Ruszył szybko za swoimi towarzyszami.
Nie wiedział, że aż po horyzont odprowadziły go błękitne oczy przysłonięte czerwonymi włosami. Nie zauważył smukłej sylwetki, której właścicielka taksowała całe jego ciało, każdy mięsień, który napinał się, gdy ten wstawał. Nie dostrzegł uśmiechu przywołanego na blade usta, gdy istota dosłyszała jego obietnicę. Nie spostrzegł ogromnej ciekawości w jej oczach.
Ślicznotka odwracała się co jakiś czas, aby sprawdzić czy Vokuel nadal za nimi idzie. Zawsze gdy to robiła zakładał ręce na piersi i posyłał jej całusa wraz z wrednym uśmieszkiem, na co ona przewracała oczami z pięknym uśmiechem i obracała się znów do Kaspiana, aby zająć go swoją paplaniną.
-Daleko jeszcze?- warknął cicho Vokuel patrząc na otumanionego brata z pode łba.
-Och, panowie, jeszcze tylko trochę- zaśmiała się i obróciła tak, aby móc spojrzeć na pytającego.
-Oby- jęknął i przeskoczył nad jednym z większych korzeni.
Szliby dalej w milczeniu, gdyby ona ciągle nie gadała Kaspianowi o czymś tak mało ważnym, że Vokuel postanowił to ignorować. Nagle młoda piękność zatrzymała się i poczekała aż powolny chłopak do nich dołączy. Stanęła między nimi i spojrzała z kpiną na ich szeroko otwarte oczy i usta.
Stali na wysokiej skarpie, a pod nimi rozciągał się wielohektarowy płat ziemi otoczony rwącą rzeką. Rozłożone tam były dziesiątki tysięcy namiotów jeżeli nie więcej.
-To... jest Obóz?- westchnął cicho Kaspian patrząc w dół.
-Tak, panowie. TO jest Obóz. Cel naszej krótkiej podróży- powiedziała melodyjnie z jednym z piękniejszych uśmiechów na ustach.
-Nie najgorzej.- Vokuel szybko się pozbierał i zsunął się powolutku po stromym, wilgotnym zboczu.
Zjeżdżał wolno, hamując lewą nogą, aby nie upaść na twarz. Słyszał jak za nim ostrożnie zbiega jego brat i dziewczyna dla której ów chłopak stracił głowę. Vokuel szybko znalazł się na brzegu rzeki płosząc kobietę o dziwnym kolorze włosów. Nie zauważył nawet szczegółów jej twarzy. Ani koloru oczu, ani kształtu jej twarzy. Tylko te dziwne, czerwone włosy. Panna, która ich prowadziła miała ciemne włosy, które i tak były niespotykane w tej części świata, ale te czerwone jak krew... nigdy takich nie widział. Nigdy. Ciemnowłose co jakiś czas widywał, wzbudzały jego zainteresowanie, ale nie dziwiły. Ale ta...
-Zaczekaj!- zawołał podbiegając jeszcze bliżej szybko rwącej wody.
Jej płomienne włosy mignęły mu między trzcinami obrastającymi brzeg. Ruszył za nią szybko, przede wszystkim dlatego, że chciał zobaczyć twarz tej kobiety. Przeskoczył nad wąskim wąwozem i... poczuł jak spada. Po prostu poczuł jak leci, po czym wpada rozpędzony do wody. Czuł zimno wlewające się w jego płuca i ciemność ogarniającą jego oczy. Zamachał rękoma i otworzył oczy. Siedział na brzegu, w śród trzcin. Spazmatycznie łapał powietrze i wytrzeszczał oczy. Koło niego kucał Kaspian. W oczach brata Vokuel dostrzegł przerażenie i troskę.
-Nic mu nie będzie.- Zbagatelizowała sytuację ciemnowłosa dziewczyna stojąca tuż obok nich. Wbijała mu w ramię paznokcie, a gdy to sobie uświadomił, syknął cicho. Ślicznotka natychmiast odsunęła się od niego zaalarmowana jego jęknięciem. Vokuel rozejrzał się. Był suchy. Jego ubrania takie były, twarz, a nawet włosy.
-Co się stało?- zapytał łamiącym się głosem
-Ktoś mało przychylny obcym, potraktował cię bardzo silnym zaklęciem głębokiej wody.- odpowiedziała dziewczyna pochylając się nad nim i jego bratem.
-Mało przychylny?- warknął Vokuel - ściągasz nas tu i mówisz dopiero teraz, że są tu mało przychylne nam osoby? Nie można było wcześniej?!- chłopak był zły, a nawet wściekły. On mógł zginąć jeszcze zanim by wlazł do tego zasranego Obozu. O tym nie było mowy.
-Och, to nie tak, jak myślisz...- zaczęła się chaotycznie tłumaczyć dziewczyna.
-Siedź cicho- warknął chłopak, wstając gwałtownie. Kaspian słysząc to, syknął cicho oburzony tym, jak jego brat odnosi się do kobiety. -Jeśli to się powtórzy, to więcej nas tu nie zobaczysz, jasne?!- wywrzeszczał do niej. Nie wydawała się przestraszona jego wybuchem, tak, jak większość podobnych jej dziewcząt. Stała wyprostowana i patrzyła na niego z ognikami buntu w oczach.
-Nie szczekaj.- odpowiedziała mu, raniąc jego męskie ego -To, że jesteś na tyle głupi, żeby dać rzucić na siebie tak prosty czar, to nie moja wina, ani innych Obozowiczów. Wydajesz się być dużym chłopcem, więc zatroszcz się o siebie.- Odwróciła się na pięcie i zaczęła się wspinać na górę stromego brzegu rzeki. Kaspian tylko popatrzył wymownie na brata i pobiegł za dziewczyną. Vokuel odetchnął głęboko i rozejrzał się dookoła. Mimo tej całej historii pamiętał, dlaczego się tu znalazł. Pamiętał ognistowłosą dziewczynę skaczącą zwinnie wśród nadrzecznych kniei. Przyjrzał się linii brzegu jeszcze raz, jednak nie zdołał jej nigdzie wypatrzeć.
-Jeszcze cię znajdę- wyszeptał cicho, obracając się. Ruszył szybko za swoimi towarzyszami.
Nie wiedział, że aż po horyzont odprowadziły go błękitne oczy przysłonięte czerwonymi włosami. Nie zauważył smukłej sylwetki, której właścicielka taksowała całe jego ciało, każdy mięsień, który napinał się, gdy ten wstawał. Nie dostrzegł uśmiechu przywołanego na blade usta, gdy istota dosłyszała jego obietnicę. Nie spostrzegł ogromnej ciekawości w jej oczach.
sobota, 27 lipca 2013
ROZDZIAŁ 13
Tastina, mimo że dużo młodsza, ledwo nadążała za Heso, który zwinnie przeskakiwał nad wystającymi konarami. Co prawda ona nie poślizgnęła się ani razu, ale nie poruszała się tak prędko jak zawsze. To dziwne, bo pod wpływem stresu powinna biec szybciej, a nie zwalniać na każdym zakręcie. Gdy zobaczyła już jaskinię, w której mieszkała, znacznie rozwinęła prędkość prześcigając wuja. Wpadła tam pierwsza, ledwo hamując przed stołem, który zwykle tam nie stał. No tak, to ona go przesunęła wcześniej w chwili złości.
-Onel?!- zawołała już w wejściu, szukając wzrokiem młodego mężczyzny
-Tastina?- westchnął z ulgą -Tastina z Miriam jest coś nie tak...- wyszeptał pokazując na dziewczynę z długimi, ciemnymi włosami. Siedziała tyłem, rozglądając się dookoła. Kiedy Tastina powoli podchodziła do Miriam, do domu wbiegł Heso, nawet nie zadyszany.
Miriam patrzyła matowymi, nic nierozumiejącymi oczami, ślizgając się wzrokiem po wszystkim dookoła.
-Ona nic nie pamięta.- wyszeptał cicho Onel.
Starszy mężczyzna syknął cicho i podbiegł do dziewczyny.
-Córko! Wszystko dobrze?- zawołał Heso ku zdumieniu wszystkich.
-Jesteś moim ojcem?- zapytała Miriam sztywno, niewyraźnie.
Tastina i Onel spojrzeli na siebie z szeroko otwartymi oczami. Heso NIGDY nie zwrócił się do Miriam; córko, nigdy nie miał sposobności. A teraz nagle taki wylew uczuć? Onel uśmiechnął się nieświadomie widząc tą ojcowską miłość, jednak Tastina zmrużyła oczy. Za dobrze znała Heso,wiedziała, że to nie są wielkie uczucia żywione do córki. Wiedziała, że gdzieś tam w środku, jest chłodny zimny plan, w którym widocznie jest to potrzebne. 'To' znaczy, że Miriam będzie kochała ojca, wiedziała, że jest im Heso. Nie będzie pamiętała swojej przybranej rodziny. Jakież to wygodne, jakiż wspaniały zbieg okoliczności noszący za sobą same korzyści. Ale Tastina nie wierzyła w zbieg okoliczności, nie w tym wypadku.
-Tak, jestem twoim ojcem.- wyszeptał -Czy mnie nie pamiętasz? Pokłóciliśmy się i wybiegłaś, potykając się i przewracając. Chyba się w coś uderzyłaś, moja miła.- mówiąc to gładził czułym gestem jej ciemne włosy.
-Pamiętam kłótnie.- wyznała patrząc wielkim oczami- Ale nic więcej.
-Trudno, córko.-westchnął cicho - Z czasem wszystko wróci, z czasem wymazane karty twojej przeszłości znów pokryją się schludnym pismem, które wyblakło. Nie martw się, Miriam.
-Miriam- wyszeptała dziewczyna chwytając się za głowę -Takie moje imię?
-Tak, córko. A teraz wstań, długo byłaś nieprzytomna. Wstań i przygotuj się do podróży.
-Jakiej podróży?
-Nie ważne- jęknął -Słuchaj ojca, moje kochanie.
-Dobrze, ojcze.
Tastina syknęła z oburzenia. Nawet jeżeli był to przypadek, Heso wykorzystywał sytuację. Zmarszczyła brwi i wyszła trzaskając drzwiami. Ludzie potrafią być okrutni- pomyślała ze łzami bezsilności w oczach.
-Onel?!- zawołała już w wejściu, szukając wzrokiem młodego mężczyzny
-Tastina?- westchnął z ulgą -Tastina z Miriam jest coś nie tak...- wyszeptał pokazując na dziewczynę z długimi, ciemnymi włosami. Siedziała tyłem, rozglądając się dookoła. Kiedy Tastina powoli podchodziła do Miriam, do domu wbiegł Heso, nawet nie zadyszany.
Miriam patrzyła matowymi, nic nierozumiejącymi oczami, ślizgając się wzrokiem po wszystkim dookoła.
-Ona nic nie pamięta.- wyszeptał cicho Onel.
Starszy mężczyzna syknął cicho i podbiegł do dziewczyny.
-Córko! Wszystko dobrze?- zawołał Heso ku zdumieniu wszystkich.
-Jesteś moim ojcem?- zapytała Miriam sztywno, niewyraźnie.
Tastina i Onel spojrzeli na siebie z szeroko otwartymi oczami. Heso NIGDY nie zwrócił się do Miriam; córko, nigdy nie miał sposobności. A teraz nagle taki wylew uczuć? Onel uśmiechnął się nieświadomie widząc tą ojcowską miłość, jednak Tastina zmrużyła oczy. Za dobrze znała Heso,wiedziała, że to nie są wielkie uczucia żywione do córki. Wiedziała, że gdzieś tam w środku, jest chłodny zimny plan, w którym widocznie jest to potrzebne. 'To' znaczy, że Miriam będzie kochała ojca, wiedziała, że jest im Heso. Nie będzie pamiętała swojej przybranej rodziny. Jakież to wygodne, jakiż wspaniały zbieg okoliczności noszący za sobą same korzyści. Ale Tastina nie wierzyła w zbieg okoliczności, nie w tym wypadku.
-Tak, jestem twoim ojcem.- wyszeptał -Czy mnie nie pamiętasz? Pokłóciliśmy się i wybiegłaś, potykając się i przewracając. Chyba się w coś uderzyłaś, moja miła.- mówiąc to gładził czułym gestem jej ciemne włosy.
-Pamiętam kłótnie.- wyznała patrząc wielkim oczami- Ale nic więcej.
-Trudno, córko.-westchnął cicho - Z czasem wszystko wróci, z czasem wymazane karty twojej przeszłości znów pokryją się schludnym pismem, które wyblakło. Nie martw się, Miriam.
-Miriam- wyszeptała dziewczyna chwytając się za głowę -Takie moje imię?
-Tak, córko. A teraz wstań, długo byłaś nieprzytomna. Wstań i przygotuj się do podróży.
-Jakiej podróży?
-Nie ważne- jęknął -Słuchaj ojca, moje kochanie.
-Dobrze, ojcze.
Tastina syknęła z oburzenia. Nawet jeżeli był to przypadek, Heso wykorzystywał sytuację. Zmarszczyła brwi i wyszła trzaskając drzwiami. Ludzie potrafią być okrutni- pomyślała ze łzami bezsilności w oczach.
wtorek, 23 lipca 2013
ROZDZIAŁ 12
Tastina siedziała na stole, a Miriam trzymała głowę na jej kolanach. Dziewczyna oddychała ciężko i od kilku godzin miała nieustannie zamknięte oczy, przez co Tastina miała czas żeby porozmyślać. A miała o czym. Heso wybiegł z jaskini zaraz po jej niekontrolowanym wybuchu, więc nie zdążyła go nawet przeprosić. Onel za to nadal siedział tam, gdzie rzuciła nim jej moc. Nic mu nie było, po prostu tak jak ona musiał pomyśleć nad wszystkim, co się wydarzyło. Siedział teraz pod ścianą, z podciągniętymi nogami, i oplecionymi rękoma głową między nimi. Nie przeszkadzała mu, każdy musi kiedyś się nad wszystkim zastanowić. Ona myślała teraz o tej ogromnej ilości mocy, którą zabrała ze swojego wewnętrznego źródła. Nie czuła się ani wycieńczona, ani zemdlona, rezerwy mocy bardzo szybko się uzupełniły, więc nawet nie odczuła skutków tego uderzenia. Swoją drogą ciekawe gdzie podziała się Beazica. Jak przybiegła tu z Miriam na rękach, to elfa już nie było, została tylko złota klatka. Tastina zerknęła na Onela. Ostatnio bardzo często jej się to zdarzało, o ile nie za często. Jej spojrzenie po prostu samo do niego biegło, szukało go wręcz. Gdy patrzyła tak na niego kątem oka, on odwrócił się w jej stronę i spojrzał na nią swoimi atramentowymi oczami. Widząc, że ona na niego patrzy wstał wreszcie z ziemi i podszedł do niej. Dużo starszy od niej chłopak usiadł za nią i objął jednym ramieniem, przyciągając ją do siebie tak, że się o niego oparła plecami. Miał tak umięśnioną rękę, że przez chwilę nie mogła oddychać, więc gdy tylko choć odrobinę rozluźnił uścisk zaczerpnęła szybko tchu.
-Wszystko będzie dobrze.- powiedział do niej patrząc na leżącą na jej kolanach Miriam.
Ona jakoś nie chciała w to wierzyć, a jako córka wieszczki bardziej ufała (być może) dziedzicznym zdolnością, niż uspokojeniom jakiegoś chłopaka. Nie chciała podważać jego słowa, więc tylko zaczęła nakręcać na palce włosy Miriam, a potem je wygładzać. Czuła, że Onel jedną ręką robi to samo z jej krótkimi włosami. Poczuła mrowienie na głowie tam, gdzie przejechał dłonią. Wzdrygnęła się i próbowała opanować drżenie dłoni. Mimo że miała ciągle otwarte usta, nic nie powiedziała. Siedzieli tak w trójkę, w dość nie wygodnej pozycji. Nagle Tastina poczuła, że Miriam powoli zaczyna kręcić głową.
-Onelu!- zawołała cicho oswabadzając ręce z jego ramion.
Chłopak nie wiedział o co chodzi, więc spojrzał tylko na Tastinę z głupim wyrazem twarzy, jakby przed chwilą go obudziła. Pewnie znowu nad czymś rozmyślał.
-Spójrz- wyszeptała odsuwając się trochę, by mógł zobaczyć kręcącą się głowę Miriam.
Puścił ją i zsunął się ze stolika, by chwilę potem podejść do nieprzytomnej dziewczyny od innej strony tak, żeby mieć na nią lepszy widok.
Powieki nieprzytomnej dziewczyny zaczęły się poruszać, jej oddech przyśpieszył a wargi drżały.
-Nie gap się!- zawołała Tastina patrząc przerażona na mężczyznę -Idź, szukaj Heso!
Trzymała głowę Miriam i nie pozwalała jej się obracać.
-Ja go nie znajdę!- krzyknął spanikowany -Prędzej się zgubię!
-Zostań tu- warknęła i delikatnie zsunęła głowę przyjaciółki na blat. Wstała zgrabnie i zeskoczyła ze stołu po czym wybiegła w swoim niedoścignionym przez nikogo tempie. Onel usłyszał tylko jak zwinna dziewczyna nawołuje wuja, po czym całą uwagę skupił na dziewczynie. Chwycił ją za głowę, jak wcześniej Tastina, i cicho do niej mówił. Nagle ciało Miriam uspokoiło się, a jej powieki podniosły się powoli.
-Miriam? Miriam, wszystko dobrze?- szeptał przerażony patrząc jej w oczy
-Kim jesteś?- zapytała zszokowana dziewczyna, i mimo trzymających ją dłoni podniosła głowę i rozejrzała się dookoła szeroko otwartymi oczami -Gdzie ja jestem?
Onel patrzył na nią zdziwiony, z otwartymi ustami. Miriam nadal rozglądała się wokół. Gdy jej spojrzenie natrafiło na duże lustro powieszone na przeciwległej ścianie, dotknęła dłonią policzka i zmarszczyła czoło.
-Kim JA jestem?- wyszeptała zszokowana.
Onel otworzył szeroko oczy i zaklął okropnie patrząc na nic niepamiętającą dziewczynę. Zaklął jeszcze raz.
***
-Gdzie umówiłeś się z tym człowiekiem?- zapytał zirytowany Kaspian wychodząc z knajpy, którą widział we wspomnieniach brata. Vokuel wyszedł za nim, obracając się żeby jeszcze raz spojrzeć na uroczą córkę karczmarza. Pomachał jej i mrugnął zalotnie, po czym zamknął za sobą drzwi.
-Co?- zapytał rozkojarzony patrząc na brata fioletowymi oczami.
-Skup się, idioto.- odparł uderzając go brutalnie w potylicę -Gdzie umówiłeś się z tym facetem?!
-Nigdzie- odpowiedział pocierając miejsce uderzenia -Kazał dać mi odpowiedź. Tyle.-
Kaspian jęknął i usiadł na jednym z kamieni potrząsając głową, próbował zebrać myśli. Zawsze się tak zachowywał, gdy rozmyślał nad czymś. Vokuel westchnął i ciężko opadł na ziemię obok brata. Siedzieli tak razem, myśląc intensywnie. Kaspian o tajemniczym człowieku, a Vokuel o rudych włosach kelnereczki ze speluny.
-Jesteście, panowie.- zaśmiał się cicho ktoś za ich plecami.
Oboje obrócili się do tyłu i spojrzeli w ciemność.
-Dobra, mów kim jesteś i czego od nas chcesz?- zawołał buntowniczo Kaspian.
Z ciemności wyszła wysoka, smukła dziewczyna, o nogach dłuższych niż najwyższe budynki na terenie Akademii. Kaspian otworzył szeroko oczy, i powstrzymał się przed tępym otworzeniem ust.
-Chyba nie będziemy o tym rozmawiać tutaj?- zapytała stając przed nimi z bladym uśmiechem nie schodzącym z jej ust. Vokuel zlustrował dziewczynę wzrokiem. Niezła, ale nie jego typ. Zresztą, widział lepsze. Mu się marzyła inna, aczkolwiek ta wyglądała inaczej niż wszystkie. Miała hebanowe włosy i ciemno-brązowe oczy, zgrabny nos i wąskie, czerwone usta. Jej sylwetka wyglądała, jakby należała do wojowniczki. Miała wyraźnie zarysowane mięśnie na nogach i rękach, a przez obcisłą bluzkę malował się umięśniony brzuch. Zupełnie nie jego typ. Za to Kaspian gapił się na nią jak na boginię.
-S-s-skoro nie tutaj, to gdzie?-wyjąkał jakby odurzony chłopak. Vokuel przewrócił oczami. Jak można być tak nieśmiałym?
-Panowie, panowie.- powiedziała uspokajającym tonem z pięknym uśmiechem -Spokojnie, powoli. Zdecydowaliście się?- zapytała patrząc na Kaspiana, który otworzył ust i zaczął kiwać głową.
-Ale na co niby, Ślicznotko?- zapytał Vokuel, zakładając ręce na piersi. Uśmiechnęła się i przeniosła swój wzrok na niego.
-Dołączacie do naszego Obozu? Tam wam wszystko wytłumaczę.- powiedziała z zalotnym uśmiechem, patrząc na chłopców z przymrużonych powiek.
-Będziemy mogli się jeszcze potem wycofać?- zapytał Vokuel trzeźwo myśląc, bo na brata nie mógł teraz liczyć. Dziewczyna wydęła usta jakby się zastanawiała, ale chwile potem na jej twarzy znów zagościł uśmiech.
-Tak, do jutrzejszego zachodu słońca możecie odejść.- powiedziała zarzucając włosami do tyłu.
-No, to chodźmy do tego twojego obozu.- westchnął Vokuel podnosząc się z ziemi i podając rękę bratu.
Dziewczyna zaśmiała się i obróciła się tyłem do nich.
-Za mną, panowie, za mną!- zawołała obracając się, aby na nich zaczekać.
poniedziałek, 22 lipca 2013
ROZDZIAŁ 11
Vokuel nie spał całą noc. Nie z powodu kaca, tylko wspomnienia dziwnego faceta w knajpie. Próbował wszystko wytłumaczyć Kaspianowi, ale ten uznał jego słowa za brednie pijanego. W sumie nawet mu się nie dziwił, w końcu zrobił na dziedzińcu niezłe przedstawienie. Ale teraz, skoro nadszedł ranek, Kaspian powinien inaczej spojrzeć na jego historie. Vokuel obrócił się z cichym jękiem, zawtórowały mu sprężyny w łóżku. Podniósł głowę, a na poduszce zobaczył ślady zaschniętej krwi. Zaklął szpetnie i przyłożył rękę do czoła. Wyczuł szramę na głowie i westchnął.
-O, obudziłeś się!- zawołał cicho ktoś siedzący obok niego
Vokuel obrócił się i zobaczył z dezaprobowaną minę brata. Chłopak jęknął i spojrzał na bliźniaka.
-Tak, widzę, że jesteś z tego powodu niezwykle zadowolony.- odparł Vokuel z cichym jękiem
-Dobra, ogarnij się.- warknął Kaspian -Jestem na ciebie porządnie wkurzony, więc zrób mi tę przyjemność i idźmy na zajęcia.- Powiedział ubierając czarną koszulę.
-Nie- odpowiedział ku jego zdziwieniu Vokuel -Siadaj i słuchaj mnie.- jęknął
-Nie!- zawołał głośno -Powaliło cię? Ruszaj się!- krzyknął ciągnąc brata za ramię
Vokuel pociągnął chłopaka za koszulę tak, że ten zatoczył się i usiadł koło niego.
-Słuchaj mnie teraz uważnie. Gościu w spelunie powiedział, że przyjmie nas do obozu, gdzie nas ochronią.
-Ochronią? Ochronią przed czym?- zapytał rozkojarzony Kaspian patrząc w fioletowe oczy brata.
-Przed Heso. To jakiś facet, który będzie chciał mnie zabić.- wyszeptał cicho mężczyzna
-Vokuel- zaczął Kaspian -Jesteś na kacu, pewnie coś ci się przywidziało...-
-Nie!- przerwał mu chłopak -TO mi się przywidziało?!- zawołał chwytając brata za skronie. Kaspian krzyknął, gdy chłopak zaczął wyświetlać mu obrazy przedstawiające jego ostatnie dwa dni. W tle tych wydarzeń widział fioletowe oczy brata, które przyglądały się wizjom w poszukiwaniu wydarzeń z knajpy.
Gdy znalazły to, czego szukały zatrzymały widoki tak, aby on mógł przyjrzeć się wspomnieniom. Widział jak w przyśpieszonym tempie ludzie w knajpie wchodzą i wychodzą, widział śliczną córkę karczmarza i jakiegoś człowieka w kącie. On zauważył bliznę na twarzy mężczyzny, którą przeoczył jego brat. Przebiegł szybko po ich krótkiej rozmowie, a potem poczuł tylko omdlenie spowodowane nadmiarem alkoholu.
Gdy Vokuel puścił jego skronie, chłopak zaczerpnął szybko powietrza i odchylił się do tyłu z pół-przymkniętymi oczami.
-Wierzysz mi?- zapytał cicho patrząc na niego fioletowymi oczami
-Wierzę- odparł Kaspian -Zbieraj się. Idziemy znaleźć tego gościa.
***
-Miriam? Miriam, gdzie jesteś?!- nawoływała Tastina przeskakując między skałami i drzewami. Nie miała pojęcia, gdzie jej szukać, las wokół Muru był ogromny, naprawdę nie miała pojęcia, gdzie mogła ją znaleźć.
Mimo że znała las dobrze, nie wiedziała gzie mogła pobiec dziewczyna. Zwinnie skakała z kamienia na kamień i rozglądała się nadal wykrzykując imię przyjaciółki.
Nagle jej sprawne oko wypatrzyło niedaleko niej bladą dłoń na ziemi.
-Och, nie- jęknęła cicho Tastina zdając sobie sprawę, że dziewczyna leży na ziemi raczej nie z powodu zmęczenia.
Podbiegła do niej szybko i zobaczyła, że Miriam leży na ziemi nie przytomna. Wokół nie było ani krwi, ani nie miała żadnych ran. Tastina kucnęła i podniosła dziewczynę z cichym jęknięciem. Miriam nie była ciężka, ale dziewczyna nie była najlepsza jeśli chodzi o ćwiczenia siłowe. Gdyby była lepszym magiem, załatwiła by to własną mocą, ale to akurat szło jej fatalnie, tylko pokaleczyłaby biedną dziewczynę.
Jedyne co jej zostało, to nieść ją aż do schronienia w Murze, i modlić się, że nic jej nie jest.
Miriam oddychała ciężko i nierówno, a Tastina wiedziała, że to nie wróży dobrze.
Po dłuższej chwili ciężkiego biegu dziewczyna wraz z przyjaciółką na rękach była przed wejściem do jej domu. Wpadła tam rozpędzona i już od progu wołała o pomoc.
-Co się stało?- krzyknął Onel podbiegając do niej i odbierając z jej zemdlonych rąk Miriam
-Nie wiem- powiedziała wykończona ale i przerażona- Znalazłam ją w takim stanie pod Murem.
Heso wstał powoli znad map i wolnym, opanowanym krokiem podszedł do Onela, który układał nieprzytomną dziewczynę na sąsiednim stole.
-Nic jej nie będzie- zbył ich starszy mężczyzna -Chodźcie, pokażę Wam, gdzie pójdziecie po przejściu Wąwozu Skał Szarych.- mówiąc to machnął ręką i wrócił z powrotem do map.
Onel podniósł gwałtownie głowę, prawie uderzając przy tym Tastinę, która przestraszona pochylała się nad przyjaciółką.
-Co?!- zawołał Onel patrząc na Heso -To jest TWOJA córka! To przez ciebie stało jej się to!- krzyknął pokazując na rozłożoną na stole dziewczynę. Tastina patrzyła na niego przestraszona, wiedziała, że ten wybuch, w takiej sytuacji nie będzie niczym dobrym. Położyła mu dłoń na ramieniu aby go uspokoić, ale on wstał szybko, zrzucając jej rękę.
-Powinieneś jej pomóc, ty cholerny egoisto!- Wrzasnął znowu Onel patrząc mężczyźnie w oczy -Zostaw te głupie mapy i chodź tu!-
Heso patrzył na niego wściekłymi oczami, ale ze spokojem go słuchał. Gdy Onel skończył się wydzierać podszedł do niego powoli i jednym uderzeniem wewnętrznej mocy przygwoździł chłopaka do ściany. Młody mężczyzna próbował się wyrywać, ale Heso mimo swojego wieku miał potężne źródło energii.
-Teraz ty mnie posłuchaj, dzieciaku.- warknął -JA wiem co mam robić, i wiem co masz robić ty. Więc skończ z odgrywaniem bohatera i nie sprawiaj kłopotów, rozumiesz mnie?!- wykrzyczał Heso
Onel oddychając ciężko zamknął oczy i z wojowniczym okrzykiem wyrzucił ze swojego źródła ogromy pocisk mocy, którego starszy mężczyzna w ogóle się nie spodziewał. Odrzuciło go w tył, a Onel opadł nie przytrzymywany już przez moc przeciwnika.
-Tylko ja będę sobie mówił co mam robić!- wrzasnął chłopak uderzając jeszcze raz w Heso.
Tastina patrzyła na to z przerażeniem w oczach. Oni walczyli, gdy Miriam być może umierała? Marnowali swoje źródła na głupią bitkę wywołaną przerostem męskiego ego? To było chore. Gdy Heso podnosił się, aby znów zaatakować chłopaka, Tastina wstała i pierwszy raz w życiu zabrała tyle mocy ze swojego źródła.
Wraz z wściekłością i całą nagromadzoną w niej irytacją wypuściła z siebie niesamowicie potężną falę mocy, która odchodząc od niej uderzyła we wszystkie meble, a co ważniejsze, w wojowników, rzucając nimi o przeciwległe ściany.
-Dość!- krzyknęła patrząc na spustoszenie, którego dokonała.
Heso spojrzał na nią z uśmiechem. Nareszcie zobaczył w niej maga, którego tak długo szkolił.
Nawet w takiej chwili nie targały nim żadne uczucia oprócz zadowolenia z nowej broni w arsenale, w postaci jego własnej bratanicy.
-Tylko ja będę sobie mówił co mam robić!- wrzasnął chłopak uderzając jeszcze raz w Heso.
Tastina patrzyła na to z przerażeniem w oczach. Oni walczyli, gdy Miriam być może umierała? Marnowali swoje źródła na głupią bitkę wywołaną przerostem męskiego ego? To było chore. Gdy Heso podnosił się, aby znów zaatakować chłopaka, Tastina wstała i pierwszy raz w życiu zabrała tyle mocy ze swojego źródła.
Wraz z wściekłością i całą nagromadzoną w niej irytacją wypuściła z siebie niesamowicie potężną falę mocy, która odchodząc od niej uderzyła we wszystkie meble, a co ważniejsze, w wojowników, rzucając nimi o przeciwległe ściany.
-Dość!- krzyknęła patrząc na spustoszenie, którego dokonała.
Heso spojrzał na nią z uśmiechem. Nareszcie zobaczył w niej maga, którego tak długo szkolił.
Nawet w takiej chwili nie targały nim żadne uczucia oprócz zadowolenia z nowej broni w arsenale, w postaci jego własnej bratanicy.
niedziela, 21 lipca 2013
ROZDZIAŁ 10
Heso wszedł do kamiennego schronienia, które do tej pory dzielił tylko ze swoją młodą bratanicą. Teraz nad stołem z mapami pochylała się Tastina wraz ze zdezorientowanym Onelem. Dziewczyna szybko przesuwała palcem po mapach, a chłopak tylko wodził za jej ręką wzrokiem. Widocznie próbował ogarnąć sens potoku słów, wydobywającego się z jej szybko poruszających się ust. Heso rozejrzał się w poszukiwaniu jeszcze jednej młodej kobiety. Miriam znalazł na podłodze, opierającą się o ścianę obok której ustawiony był regał wypełniony książkami o historii drugiego świata, Hanarani. Dziewczyna 'pożerała' właśnie opasłą książkę oprawioną w zieloną skórę, na której okładce wymalowany był herb Hanarani. Nikt z obecnych nie zauważył jego wejścia, mimo że taszczył ze sobą sporych rozmiarów złotą klatkę.
-Wróciłem!- zawołał sarkastycznie stojąc na środku jaskini -Mam dla ciebie przewodnika, Miriam.- dodał, aby zwrócono na niego większą uwagę. Miriam podniosła wreszcie oczy znad lektury i spojrzała na niego z minimalnym zainteresowaniem.
-Naprawdę? Kogo?- Zapytała wstając. Odłożywszy książkę na regał zaczęła wpatrywać się intensywnie w otwarte drzwi, aby wypatrzeć swojego nowego (oby przystojnego) przewodnika.'
-Oczywiście- odpowiedział, otwierając jednym ruchem ręki zabezpieczenia złotej klatki -Oto i on.-
Ze środka wyleciało stworzenie wielkości od łokcia do palca serdecznego. Miriam nigdy nie widziała czegoś takiego. Miało włosy dłuższe niż całe ono same, o wściekle zielonym kolorze. Była to zminiaturyzowana dziewczynka o spiczastych uszach, jadeitowej skórze i skrzydłach mieniących się wszystkimi kolorami tęczy. Jednak to nie jej wielkość czy skrzydła wywołały w Miriam lęk, a nawet przerażenie. Najstraszniejsze były oczy tej istoty - ogromne, zajmujące ponad połowę twarzy, a do tego całe turkusowe, bez białek, tęczówek czy źrenic. CAŁE turkusowe. Miriam krzyknęła cicho patrząc na to stworzenie, Onel zareagował zresztą podobnie, tylko Tastina uśmiechnęła się i wymijając stolik podbiegła do istoty zawieszonej w powietrzu.
-Beazica!- zawołała radośnie
-Tastina, miło cię widzieć- odparło stworzenie cichym melodyjnym szeptem przeszywającym wszystkich do szpiku kości.
-Miriam, Onelu. Przedstawiam wam hanarańskiego elfa, Beazicę.- powiedział zadowolony z siebie Heso.
Miriam i Onel patrzyli na to 'coś' szeroko otwartymi oczami. Nigdy nie widzieli takiego stworzenia. Pierwsza odzyskała głos dziewczyna
-To jest z Hanarani?- zapytała, mimo że Heso dokładnie to przed chwilą powiedział
-'To'?- parsknęła Beazica spoglądając na Miriam swoimi przerażającymi oczami.
-Przepraszam- odparła, orientując się, że mogło to urazić elfa.
-Ona będzie twoim przewodnikiem.- powiedział Heso z drwiącym uśmiechem, patrząc na zamurowaną z wrażenia Miriam.
-Ona?- zapytała dziewczyna patrząc z żalem to na elfa, to na przystojnego przewodnika Tastiny.
Aż jęknęła cicho z niezadowolenia, co oczywiście nie uszło uwadze pozostałych trzech osób. Elfka prychnęła cicho i z góry spojrzała na swoją podopieczną.
-I to niby ma być twoja córka?- skierowała to pytanie do Heso.
Miriam zmrużyła oczy i spojrzała na wuja swojej przyjaciółki. Wiedziała, że pytanie dotyczyło jej.
Heso uderzył się dłonią w twarz i spojrzał z przestrachem na dziewczynę, podobnie zresztą jak Tastina.
-Nie- zaczęła powoli Miriam -Moim ojcem jest Ebelach, prawda?- zapytała z naciskiem na 'prawda'.
Heso milczał. Dawno nie był tak wytrącony z równowagi, a przecież mag musi mieć zawsze czysty umysł. Teraz także musi go zachować.
-Widzisz...- rozpoczął dłuższą wypowiedź, jednak jego bratanica go ubiegła.
-Nie, Miriam. Heso jest twoim ojcem. Podrzucił Cię pod próg domu tamtych ludzi gdy umarła twoja matka.- wyznała z niespotykaną u niej bezpośredniością.
Onel gapił się na to wszystko nic nie rozumiejąc, czuł, że to nie jest rozmowa do której powinien się włączyć. Za to Beazica poczuwając się do winy wleciała s powrotem do klatki, aby pozostać nie zauważoną przez oskarżycielskie oczy długo okłamywanej dziewczyny.
-Nie!- krzyknęła Miriam -Nie! Moim ojcem jest Ebelach, moją matką jest Verevika! Nie!- krzyknęła ostatni raz, a do oczu zaczęły napływać jej łzy. -Ty!- warknęła do Tastiny -Ty o wszystkim wiedziałaś!- zawołała i wypadła ze skalnego schronienia by uciec od wszystkich znajdujących się tam kłamców.
Słone łzy jakie zaczęły płynąć po jej policzkach skutecznie zamazywały jej cały świat, więc po kilku minutach szaleńczego biegu potknęła się i wylądowała twarzą w liściach. Podniosła się chwiejnie uderzając głową w jedną z wystających z Muru cegieł. Świat zasłoniła ciemność.
-Wróciłem!- zawołał sarkastycznie stojąc na środku jaskini -Mam dla ciebie przewodnika, Miriam.- dodał, aby zwrócono na niego większą uwagę. Miriam podniosła wreszcie oczy znad lektury i spojrzała na niego z minimalnym zainteresowaniem.
-Naprawdę? Kogo?- Zapytała wstając. Odłożywszy książkę na regał zaczęła wpatrywać się intensywnie w otwarte drzwi, aby wypatrzeć swojego nowego (oby przystojnego) przewodnika.'
-Oczywiście- odpowiedział, otwierając jednym ruchem ręki zabezpieczenia złotej klatki -Oto i on.-
Ze środka wyleciało stworzenie wielkości od łokcia do palca serdecznego. Miriam nigdy nie widziała czegoś takiego. Miało włosy dłuższe niż całe ono same, o wściekle zielonym kolorze. Była to zminiaturyzowana dziewczynka o spiczastych uszach, jadeitowej skórze i skrzydłach mieniących się wszystkimi kolorami tęczy. Jednak to nie jej wielkość czy skrzydła wywołały w Miriam lęk, a nawet przerażenie. Najstraszniejsze były oczy tej istoty - ogromne, zajmujące ponad połowę twarzy, a do tego całe turkusowe, bez białek, tęczówek czy źrenic. CAŁE turkusowe. Miriam krzyknęła cicho patrząc na to stworzenie, Onel zareagował zresztą podobnie, tylko Tastina uśmiechnęła się i wymijając stolik podbiegła do istoty zawieszonej w powietrzu.
-Beazica!- zawołała radośnie
-Tastina, miło cię widzieć- odparło stworzenie cichym melodyjnym szeptem przeszywającym wszystkich do szpiku kości.
-Miriam, Onelu. Przedstawiam wam hanarańskiego elfa, Beazicę.- powiedział zadowolony z siebie Heso.
Miriam i Onel patrzyli na to 'coś' szeroko otwartymi oczami. Nigdy nie widzieli takiego stworzenia. Pierwsza odzyskała głos dziewczyna
-To jest z Hanarani?- zapytała, mimo że Heso dokładnie to przed chwilą powiedział
-'To'?- parsknęła Beazica spoglądając na Miriam swoimi przerażającymi oczami.
-Przepraszam- odparła, orientując się, że mogło to urazić elfa.
-Ona będzie twoim przewodnikiem.- powiedział Heso z drwiącym uśmiechem, patrząc na zamurowaną z wrażenia Miriam.
-Ona?- zapytała dziewczyna patrząc z żalem to na elfa, to na przystojnego przewodnika Tastiny.
Aż jęknęła cicho z niezadowolenia, co oczywiście nie uszło uwadze pozostałych trzech osób. Elfka prychnęła cicho i z góry spojrzała na swoją podopieczną.
-I to niby ma być twoja córka?- skierowała to pytanie do Heso.
Miriam zmrużyła oczy i spojrzała na wuja swojej przyjaciółki. Wiedziała, że pytanie dotyczyło jej.
Heso uderzył się dłonią w twarz i spojrzał z przestrachem na dziewczynę, podobnie zresztą jak Tastina.
-Nie- zaczęła powoli Miriam -Moim ojcem jest Ebelach, prawda?- zapytała z naciskiem na 'prawda'.
Heso milczał. Dawno nie był tak wytrącony z równowagi, a przecież mag musi mieć zawsze czysty umysł. Teraz także musi go zachować.
-Widzisz...- rozpoczął dłuższą wypowiedź, jednak jego bratanica go ubiegła.
-Nie, Miriam. Heso jest twoim ojcem. Podrzucił Cię pod próg domu tamtych ludzi gdy umarła twoja matka.- wyznała z niespotykaną u niej bezpośredniością.
Onel gapił się na to wszystko nic nie rozumiejąc, czuł, że to nie jest rozmowa do której powinien się włączyć. Za to Beazica poczuwając się do winy wleciała s powrotem do klatki, aby pozostać nie zauważoną przez oskarżycielskie oczy długo okłamywanej dziewczyny.
-Nie!- krzyknęła Miriam -Nie! Moim ojcem jest Ebelach, moją matką jest Verevika! Nie!- krzyknęła ostatni raz, a do oczu zaczęły napływać jej łzy. -Ty!- warknęła do Tastiny -Ty o wszystkim wiedziałaś!- zawołała i wypadła ze skalnego schronienia by uciec od wszystkich znajdujących się tam kłamców.
Słone łzy jakie zaczęły płynąć po jej policzkach skutecznie zamazywały jej cały świat, więc po kilku minutach szaleńczego biegu potknęła się i wylądowała twarzą w liściach. Podniosła się chwiejnie uderzając głową w jedną z wystających z Muru cegieł. Świat zasłoniła ciemność.
***
-Co teraz?- zapytała cicho Tastina patrząc w las, gdzie przed chwilą umknęła zapłakana Miriam.
-Nic- odparł Heso - Ty ją znajdziesz i przyprowadzisz tu siłą lub po dobroci. A ja wytłumaczę Onelowi, gdzie macie ruszyć na poszukiwania. Znowu.- zakończył zimno. Zawsze starał się nie okazywać uczuć, co zawsze Tastinę irytowało. Ale nie dziś. Dziś frustrowało ja to do granic możliwości. Chciała się sprzeciwić, wykrzyczeć mu w twarz co myśli o jego egoizmie. Ale nie mogła. Czuła, że musi go słuchać, nie dlatego bo jest starszy czy dlatego, że jest jej wujem i opiekunem. Robiła to, bo wiedziała, że tylko on może uratować dwa światy, które kochała. Więc mimo gotującej się w niej złości skinęła głową i ruszyła za przyjaciółką z nadzieją, że ta nic sobie nie zrobiła.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)