piątek, 12 lipca 2013

ROZDZIAŁ 5

Szedł powoli, odkopując na boki wszystkie małe kamyczki, jakie stały mu na drodze. Mimo tego, że szedł ścieżką, była dość zarośnięta, wręcz dzika gdyż niewiele osób zapędzało się pod Mur. "Niewiele" to za dużo powiedziane. NIKT oprócz niego nie łaził pod Murem ani w jego okolicach, bo było to po prostu zbyt niebezpiecznie. Jedna, jedyna osoba w Hanaranii była na tyle głupia żeby zapędzić się do lasu otaczającego Mur. Tak, oczywiście był to Vokuel. Mimo tego że uchodził za powszechnie rozchwytywanego, elokwentnego towarzysza, to w głębi duszy zawsze czuł się kimś innym. Oczywiście, nawet w tej jego głębi, ego miał ogromne, budowane przez lata na pochwałach i zachwytach. Jednak w środku był mniej towarzyski, bardziej zamknięty w sobie. Jeszcze nie przeszedł Rytuału Dorosłości, ale czuł, że będzie spod znaku Orła, co zapewne będzie zdziwieniem dla wszystkich. Rytuał Dorosłości była to ceremonia, w której brało się udział  w dniu dwudziestych drugich urodzin. Wtedy to pradawne Bóstwa zstępują na daną osobę w postaci duchów zwierząt, wytyczając mu drogę na całe życie. Vokuel nie chciał przechodzić przez Rytuał Dorosłości, a zbliżał się on wielkimi krokami. Nie chciał być marionetką w rękach pradawnych Bóstw. Jak na przykład "dostaniesz" orła, to oznacza, że jesteś wolnym, szybkim człowiekiem. Konia, znaczy, że żyjesz w "stadzie", jednak kochasz pęd. Dla Vokuela to nie było normalne, że ktoś każe mu coś robić albo nie robić. Takie zwierzę automatycznie sprawia z kim będziesz mieszkać, żyć, rozmawiać. Chore. Nienormalne. Idiotyczne. Nie do przyjęcia. Ale co mógł niby zrobić? Absolutnie nic. No, mógł się upić. Tak, to dobre wyjście. Chyba zabierze się za realizowanie tego planu gdy tylko wróci ze spaceru. Walić lekcje, Sinne, Milen, Kaspiana, całe życie. Nawet spacerować już mu się odechciało. Teraz chciał tylko utopić się w wódce, bo wszystko inne za słabe. Wódka była jego najlepszym przyjacielem, najwspanialszą kochanką i najdoskonalszą matką. Czując już na języku przedsmak ukojenia skołatanych nerwów, zawrócił i skierował się do ciemnej, brudnej speluny, gdyż tylko tam sprzedadzą alkohol nieletniemu Adeptowi Magii. Jakby ktoś go złapał, miałby strasznie przerąbane, zwłaszcza, że za kilka dni miał przejść przez ten cały Rytuał Dorosłości. O, to też jest powód do oblania. Bardzo dobry powód. Trzymając ręce w kieszeniach, kopniakiem otworzył sobie drewniane drzwi. Wnętrze mordowni wyglądało ohydnie i odrażająco. Drewniane, wilgotne ściany przesiąknięte zapachem piwa i taniej wódki były gdzie nie gdzie połatane szmatami i ścierkami.  Ławy były to skrzynki (po piwie oczywiście), które skrzypiały i trzeszczały przy najmniejszym nawet ruchu, a podczas pijackich burd służyły za arsenał. Podłogi nie było, tylko goła ziemia, udeptana przez gości, których wbrew pozorom było naprawdę dużo. Inna sprawa, że zapewne niewielu z nich pamiętało wycieczki do tej nory. Vokuel też ich nie pamiętał. Czasem dowiedział się czegoś  od Kaspiana, albo od jakiegoś innego kolegi, ewentualnie od jakiejś dziewczyny.
-Co, Vokuel? To co zwykle, przyjacielu?- zapytał brzuchaty właściciel kramu podając swojej ślicznej, rudej córce kufel z piwem.
-Tak Nikonelu. Co u ciebie, Harietto?- zagaił Vokuel obrzucając córkę karczmarza przeciągłym spojrzeniem, które sprawiło, że nieśmiała dziewczyna zarumieniła się.
-Dobrze, dobrze, starczy tych zalotów. Ja wiem jak to z tobą jest, Vokuelu. Siadaj lepiej i pij, a ty Hari do roboty, już.
Dziewczyna znów się zarumieniła i odeszła szybkim krokiem do rozwalonego na drewnianym "stole" mężczyzny.
Vokuel usiadł na jednej ze skrzynek i oparł głowę o zapleśniałą ścianę. Zamknął oczy i pociągnął nosem, żeby przyzwyczaić się do panującego wokół smrodu. Nagle ktoś zwalił się na jego kolana, a Vokuel zdążył zrzucić z siebie upitego w sztos mężczyznę zanim zwymiotował na podłogę.
-Tak chcesz skończyć?- zaśmiał się cicho ktoś siedzący obok niego
-Nie, a czemu miałbym chcieć?- zapytał Vokuel nieznajomego mężczyzny
-Tak się zachowujesz. Wczoraj też tu piłeś. I to z niebrzydką panienką- Wyśmiał go ktoś sarkastycznie
-A ty co? Śledzisz mnie?- odparł Vokuel odwracając się w stronę nieznanego mu mężczyzny.
-Śledzę ludzi, do których mam jakiś interes.- westchnął podejrzanie wyglądający facet
-A jakiż to możesz mieć do mnie interes?- zapytał bez zainteresowania
-Będziemy rozmawiali tutaj?- zdziwił się typek
-Oczywiście- uśmiechnął się delikatnie Vokuel
-Dobrze- dał za wygraną mężczyzna- Mam do ciebie sprawę
-Już to wiem. O co chodzi?- zapytał znowu, odrzucając włosy do tyłu
-Chcę cię przed kimś ostrzec.- odparł cicho facet
-Przed kim niby, co?- warknął Vokuel
-Przed człowiekiem imieniem Heso

1 komentarz:

  1. Hmmm ten Vokuel to niezły tupet że tak sie wyrażę.
    Dlaczego nieznajomy ostrzega go przed nim?
    No cóż czytam dalej ;D

    OdpowiedzUsuń